Po meczu pucharowym Dzików pozostała jedynie złość

Po meczu pucharowym Dzików pozostała jedynie złość

W 1/8 finału Pucharu Polski po dramatycznym, a zarazem emocjonującym spotkaniu futsaliści AZS-u UMCS Lublin musieli uznać wyższość NEXX-u Goczałkowice-Zdrój. Starcie obydwu zespołów zostało rozstrzygnięte dopiero w dogrywce, gdy zaledwie na kilka sekund przed końcowym gwizdkiem awans do ćwierćfinału rozgrywek dał gospodarzom Wojciech Dragon. − Trudno gra się w okrojonym składzie. Mieliśmy tylko trzech zmienników, a większość doświadczonych zawodników już w drugiej połowie schodziła z boiska i pojawiały się tylko sporadyczne zmiany dla złapania oddechu. Zostawiliśmy wiele serca na parkiecie. Pokazaliśmy, że nawet gdy nie jesteśmy w pełnym składzie, to potrafimy kreować akcje. Może nie było ich tak dużo i nie były tak płynne, jak zwykle, jednak momentami graliśmy tylko by złapać oddech i uspokoić grę. Wyczekiwaliśmy na odpowiedni moment, w którym moglibyśmy zerwać się i pokazać nasz futsal, czyli szybką piłkę na jeden lub dwa kontakty z wieloma rotacjami. Właśnie wtedy strzelaliśmy bramki. Trafiliśmy w dogrywce i wyszliśmy na prowadzenie 4:3, które dowieźliśmy do końca jej pierwszej części. W przerwie zmieniliśmy koncepcję grania, ponieważ początkowo mieliśmy inne założenia. Stwierdziliśmy, że nie mamy sił na ich realizację i nie będziemy w stanie jak najdłużej utrzymywać piłki w naszym posiadaniu, więc postanowiliśmy się bronić. Może to była zła decyzja. Być może gdybyśmy wyszli w przewadze tak, by trzymać długo piłkę i zyskiwać cenny czas, byłoby zupełnie inaczej i nie zabrakłoby tych trzech sekund. Postanowiliśmy to wspólnie po przedyskutowaniu z drużyną, ale biorę to oczywiście na siebie. Dobrze się broniliśmy. Wszystkie strzały, które oddawał przeciwnik, były spychane do linii i nie sprawiały większego zagrożenia. Przy golu na 4:4 zabrakło nam zimnej głowy i odpowiedniego ustawienia. Gdyby to zostało wykonane poprawnie, moglibyśmy wybronić aut, po którym padło wyrównujące trafienie. Szkoda też sytuacji przesądzającej o wyniku, ponieważ mając piłkę dziesięć sekund przed końcem, nie można tracić bramki. Osobiście nie myślałem o karnych, które są loterią, dlatego na nic się nie nastawialiśmy. Gdybyśmy w nich przegrali, to przynajmniej wrócilibyśmy z podniesionym czołem. Wynik idzie w świat, a nikt nie będzie pamiętał, że wystąpiliśmy w osłabionym składzie i napsuliśmy dużo krwi zespołowi z Goczałkowic − komentuje Konrad Tarkowski.

NEXX Goczałkowice-Zdrój – AZS UMCS Lublin 5:4 pd. (2:2, 3:3, 3:4)
Bramki: Jakub Benek 1′, Błażej Grygier 14′, Adam Grygier 39′, Mateusz Pławecki 47′, Wojciech Dragon 50′ – Łukasz Mietlicki 15′, 18′, Tomasz Sekrecki 40′, Konrad Tarkowski 44′

AZS UMCS: Paweł Furtak − Łukasz Mietlicki, Tomasz Sekrecki, Marcin Ostrowski, Tomasz Ławicki, Konrad Tarkowski, Tomasz Godyński, Damian Stelmaszuk.

fot. Michał Piłat (archiwum)