Powiślak wygrał w Lubartowie

Powiślak wygrał w Lubartowie

Robert Makarewicz źle będzie wspominał swoje pierwsze spotkanie z byłymi podopiecznymi. Powiślak Końskowola wywiózł ze stadionu przy ulicy Parkowej awans do ćwierćfinału Pucharu Polski LZPN.

KOMENTARZE TRENERÓW

Robert Makarewicz: – Jestem zadowolony z przebiegu gry. Oprócz negatywnego wyniku, są same pozytywy. Pierwszy to odpoczynek kilku zawodników, którzy mieli indywidualny trening na bocznym boisku. Arek RusinekDamian KuziołaBartłomiej MarzędaAdrian ParzyszekMichał WalaszekKuba Niewęgłowski byli poza kadrą. Drugi plus to postawa naszej młodzieży, zagrało czterech juniorów, w tym jeden z rocznika 2000 – zaprezentowali się bardzo dobrze na tle mocnego czwartoligowca. Trzeci pozytyw to odblokowanie się Mateusza Kompanickiego, który zdobył spektakularnego gola, tak zwanym ślizgostrzałem. Nasz system gry, pomimo tylu zmian, dał nam taką jakość, nad którą pracujemy i życzyłbym sobie, byśmy mieli ją w każdym kolejnym spotkaniu. Wynik jest ujmą, tym bardziej, że mieliśmy swoje sytuacje. Raz Michał Bicki wyjął lecący w okienko strzał Władysława Milczenki, potem ładne uderzenie z dwudziestu metrów Ernesta Wiącka, który też zagrał pierwszy mecz po przyjeździe z zagranicy. Paweł Pęksa również dopiero od trzech tygodni z nami trenuje. Te powroty to kolejne plusy. Dawid Pikul, Kompanicki mieli okazje na to, by zdobyć dla nas kolejne gole. Występy najmłodszych graczy to okno wystawowe na przyszłość, będziemy starali się, by dostawali kolejne szanse. Chłopcy na pewno nie zawiedli, pokazali, że szkolenie w Lubartowie stoi na wysokim poziomie, jeśli chodzi o województwo lubelskie. Stworzyliśmy sobie więcej sytuacji, a gole traciliśmy po indywidualnych błędach, dłuższych przerzutach. To ryzyko było niejako wkalkulowane, patrząc na skład, jaki posłaliśmy do gry.

Jerzy Krawczyk: – Dla nas był to po prostu – może nie sprawdzian – ale chęć rehabilitacji, niewpadnięcia w wir porażek. Musieliśmy się odbić. Drużyna, która niby gra nieźle, lecz nie ma za dużo punktów, nie może zacząć przegrywać seryjnie. To nam się udało, to był najważniejszy cel na to spotkanie. Pierwszy gol to długie zagranie Macieja PiętyKrystian Brudz ubiegł obrońcę i lobował bramkarza z szesnastu metrów. Potem Krystian zgrał głową do Mateusza Kamoli, ten wyszedł sam na sam i zdobył bramkę na 2:0. Wydawało się, że mamy wszystko pod kontrolą, ale tracimy gola i nasza gra nie wyglądała tak, jakbyśmy sobie tego liczyli. Gospodarze nie stwarzali groźnych sytuacji, Michał Bicki nas nie ratował. Graliśmy za chaotycznie, zbyt krótko przy piłce, Lewart organizował się lepiej, my staraliśmy się przeszkadzać. Mieliśmy okazję na 3:1, ale zmarnował ją Kamola. Od momentu straty gola nasza gra była chaotyczna, nerwowa, niepoukładana. Cały czas jest dużo do poprawy. To tylko Puchar Polski, który rządzi się swoimi prawami, o czym przekonał się Górnik Łęczna. Tu każdy każdego może ograć, Lewart jest teoretycznie silniejszy, ale nam się udało dziś wygrać i myślimy nad tym, co będzie w weekend w Kraśniku. 

NASTĘPNA RUNDA 

Ćwierćfinały lubelskiego Pucharu Polski zaplanowano na 5 października.

Lewart Lubartów – Powiślak Końskowola 1:2 (0:2)
Bramki: Mateusz Kompanicki 65′ – Krystian Brudz 8′, Mateusz Kamola 40′

Lewart: Szulc – Pęksa (46′ Sowa), Piasek (46′ Jezior), Stopa, Milczenko (23′ Ligęcki), Wiącek, D. Pikul, Majewski (46′ A. Pikul), Zawiślak, Podsiadło (46′ Kompanicki), Bujak (60′ Iskierka).

Powiślak: Bicki – Pięta, Mulawa, Grzegorczyk, Przychodzień, Banaszek, Niećko (46′ Chwiszczuk), Radzikowski (60′ Antoniak), Brudz (65′ Leszczyński), Kopeć (70′ Sułek), Kamola.

Żółta kartka: Krystian Brudz
Sędziował: Karol Iwanowicz (Lublin).