Radosław Gąsiorowski: Celem jest bezpieczne utrzymanie (Wywiad)

Od 1 stycznia pracę w Opolaninie Opole Lubelskie podjął Radosław Gąsiorowski. Doświadczony szkoleniowiec porozmawiał z nami na temat wizji najbliższych miesięcy w jedenastym aktualnie klubie IV ligi lubelskiej.

Adam Winiarczyk – LUBSPORT.PL: Co może pan powiedzieć czytelnikom na temat swojej przeszłości?

Radosław Gąsiorowski (trener Opolanina Opole Lubelskie): Moja przeszłość jest bogata i odległa, ze względu na mój wiek i lata pracy. Zacząłem w takim klubie, w klasie międzywojewódzkiej, jak Gerlach Drzewica, obecnie województwo łódzkie, wcześniej kieleckie i radomskie. Do 1980 roku byłem w Drzewicy, potem przyjechałem do Puław, zacząłem grę w lidze okręgowej, po roku walczyliśmy z Wisłą o awans do III ligi. Grałem do roku 1992, jednocześnie prowadziłem grupy młodzieżowe i byłem asystentem Jerzego Krawczyka. Jako trener pracowałem w wielu klubach w pobliżu Puław: Wiśle, ŻyrzyniakuHorteksie Auto Mrozie Ryki, Zawiszy GarbówGarbarni KurówOrłach Kazimierz Powiślaku Końskowola. Od 4 lat pracowałem w Puławach. Prowadziłem drużyny z Ligi Wojewódzkiej Juniorów z Robertem Złotnikiem, potem Centralną Ligę Juniorów, potem juniorów młodszych. Pracując z drużyną z CLJ, walczyłem z rezerwami o awans do klasy okręgowej. Ostatnio pracowałem w rezerwach i LWJ.

Czy skorzysta pan z planu przygotowań, który opracował Jarosław Pacholarz, czy też dojdzie do modyfikacji?

Plan na styczeń mam rozpisany kompleksowo. Okaże się po pierwszym treningu, jak zawodnicy do tego się odniosą, bo część z nich dojeżdża do Opola Lubelskiego. Zobaczymy czy trzeba będzie zrobić korekty. Zaplanowane jest siedemnaście jednostek treningowych, w tym dwa mecze kontrolne: 23 stycznia z Motorem Lublin CLJ, 30 stycznia z Wisłą Sandomierz, 16 stycznia gramy w turnieju halowym w Stężycy. W tym okresie pracuje się nad wytrzymałością, siłą – cechami motorycznymi. Pierwsze trzy dni to sprawdziany. Jak to będzie wyglądało – mamy też zaplanowane zajęcia na niedzielę, żeby zrobić wytrzymałość w normalnych warunkach i pełnej widoczności – zobaczymy. Trener powinien układać to pod zespół, nie pod siebie. Jest to plan mój, zobaczymy jak chłopcy na to zareagują. Zespół jest najważniejszy, bez niego nie ma klubu.

Przygotowania zaczynamy 11 stycznia od sprawdzianu. Będzie go robił Paweł Bartuzi z Puław, który fotokomórką zbada szybkość i wytrzymałość. Potem zrobimy test Coopera, następnie sprawdzian siłowy z piłką lekarską i wyskokiem. To sprawy, które dadzą mi możliwość spojrzenia na to, jak zespół wygląda na daną chwilę i jak będzie wyglądał po pięciu-sześciu tygodniach pracy.

Dlaczego zdecydował się pan na zmianę otoczenia?

Przyczyn było wiele. Otrzymanie tej propozycji to wyzwanie, coś co ja lubię. Lubię podejmować się ciężkich i trudnych zobowiązań, takim jest walka o utrzymanie. Chciałem spróbować pracy w trudniejszych warunkach, gdzie nie ma pięknej bazy i wszystkiego pod ręką. To jest mobilizujące.

Jak ocenia pan minioną rundę w wykonaniu Wisły II?

W lidze juniorów graliśmy rocznikiem młodszym, rocznik 97 wymieszany z rok młodszymi, grało też dwóch 16-latków. Brak było chłopcom ogrania, cwaniactwa boiskowego. Mówię tu o jednej i o drugiej lidze. Byliśmy najmłodsi w okręgówce. Grali chłopcy 17- i 18-letni, czasem dostawaliśmy dwóch-trzech zawodników z drugiej ligi. Byliśmy bardzo młodzi. Robiliśmy to wszystko w celu złapania cwaniactwa, ogrania chłopaków, kontaktu z dorosłą piłką. W okręgówce gra wielu ogranych graczy, wyjadaczy, cwaniaków piłkarskich. Zderzenie tej młodzieży z nimi, nawet pod względem warunków fizycznych, to była duża różnica. Zespół spisywał się dobrze, przegrywaliśmy na boiskach, które nie nadawały się do grania. Preferowaliśmy grę w piłkę, umiemy to robić. Przeciwnicy starali się przeszkadzać, wybijać, swoje dokładali sędziowie. Porażki nie robiły na nas wrażenia, dbaliśmy o to, by szkolenie szło w dobrym kierunku. Oba zespoły wciąż mają szansę na awans – zarówno do CLJ, jak i do IV ligi.

Długo negocjowaliście z prezesem Mariuszem Bigosem, czy też szybko doszliście do porozumienia?

Było kilka rozmów telefonicznych, następnie pojechałem na spotkanie i tak się ta sprawa potoczyła.

Prezes wspominał, że macie szansę pozyskać zawodników z Puław….

Prezes wspominał, ale ja nie decyduję o tym, co władze Wisły zrobią. Będzie to na zasadzie obopólnego porozumienia, wymiany zawodników. To jest sytuacja przyszłościowa, na tę rundę na pewno nie myślę na temat wzmocnień. Jak przejrzałem kadrę, to „na papierze” zespół wygląda fajnie, czegoś mu brakowało. Przy pełnej mobilizacji, dobrym podejściu do treningów i realizacji planów, które nakreślę, powinno być dobrze. Pracując w innych klubach, nigdy nie było tak, że zrobiłem błędy w okresie przygotowawczym. Z zespołów nie uchodziło powietrze, graliśmy do końca, byliśmy przygotowani na więcej niż na dziewięćdziesiąt minut. Uważam, że i tutaj uda mi się to zrobić, musi być to poparte dużym zaangażowaniem zawodników i dobrym podejściem do ilości jednostek treningowych.

Oglądał pan mecze Opolanina na jesieni? Jakie wrażenia?

Nie oglądałem, na jesieni nie wiedziałem, czy tu wyląduję. Teraz zebrałem sobie dokumentację, dzięki waszej stronie mam recenzje, mam opisy spotkań. Jestem w trakcie studiowania tego. Opolanin ma w składzie w większości wychowanków. Powinien być w nich patriotyzm lokalny, Jest też trochę przyjezdnych, którzy grają tu od pół roku i dłużej. Jak wszystko zaskoczy, zaczniemy nadawać na tych samych falach, to będzie wszystko dobrze. To długi czas, ponad 8 tygodni do przygotowania. 11 stycznia ruszamy z kopyta, korekty w planie na pewno będą. Zawodnicy dostaną – jeśli będzie kłopot z dojazdem na treningi (a jestem trenerem wyrozumiałym) – indywidualne rozpiski, a sprawdziany pokażą, w którym kierunku pracują, jeśli będą pracowali indywidualnie.

Jak dobrze rozumiem, nie zamierzacie szukać wzmocnień.

W tej rundzie na pewno nie, musimy przepracować okres przygotowawczy, odbudować zespół, pobudzić do bardziej agresywnej gry, wyzwolić cechy wolicjonalne. Zobaczymy, ciężko mi mówić. Ja zespołu nie widziałem, po dwóch tygodniach pracy z nim będę mądrzejszy. Podchodzę do tego tak jak powinno podchodzić się do każdego zespołu: praca nad cechami motorycznymi i potem zobaczymy jak będzie to wyglądało. W styczniu będę się przyglądał drużynie, pracując pod kątem tego, co sobie założyłem.

Największą gwiazdą Opolanina jest Oleksij Rodewicz. Czy wokół niego można budować zespół czy też trener unika takich sytuacji?

Zdobył dziesięć bramek, wiem o tym. Dla mnie od zawsze ważny był tak zwany „kręgosłup” – bramkarz, środkowy obrońca, rozgrywający i napastnik, do nich trzeba coś dopasowywać. Pod wodzą trenera Pacholarza Opolanin grał systemem 4-4-2, ja prawdopodobnie przejdę – może nie na cały sezon, można w jego trakcie to zmieniać – na system 4-2-3-1. Z 4-4-2 nie jest trudno na niego przejść. Będziemy dążyć do tego, żeby maksymalnie wykorzystać zawodników. Będę starał kształtować u nich umiejętność grania na kilku pozycjach. żeby nie byli zaskoczeni, bo wiadomo, że różnie jest w niższych klasach rozgrywkowych. Rola trenera to wydobyć z zespołu maksimum.

Za cel postawiliście sobie utrzymanie w gronie czwartoligowców. Co sprawi, że uda się to właśnie wam?

Na tę rundę bezpieczne utrzymanie w IV lidze jest naszym celem. Każdy mecz jest dla nas ważny, od pierwszego spotkania – już w grach kontrolnych – będziemy starali się grać na zero z tyłu. Jeżeli to się nie uda, będziemy chcieli zdobyć przynajmniej jedną bramkę więcej od przeciwnika. Każde zwycięstwo jest dla nas cenne. Na czternaście kolejek – trzeba co najmniej osiem razy wygrać. Wiosna to zupełnie inny cykl rozgrywek niż jesień. Wiem to z doświadczenia. Zespoły, które dołowały, zaczynają się odbijać, te grające wcześniej dobrze – zaczynają dołować. Jest to naprawdę trudny czas, ze względu na długość okresu przygotowawczego. W klubach są roszady, to ciężki orzech do zgryzienia. Podchodzimy do tego racjonalnie i dla nas najważniejszą rzeczą jest dla nas utrzymanie. Bezpieczne utrzymanie. Być może będziemy się starali, żeby zapewnić je sobie jak najszybciej, żeby nie było psychicznej presji na zespole. Jak będzie – czas pokaże. Nie ma cudotwórcy, nie ma człowieka, który przewidzi, jak będzie to wyglądało. Wtedy sport byłby nic niewart. Sport płata swoje figle, zarówno w jedną, jak i drugą stronę.