Twierdza Łuków wciąż niezdobyta – wyniki niedzielnych meczów IV ligi

Twierdza Łuków wciąż niezdobyta – wyniki niedzielnych meczów IV ligi

O godzinie 15:00 rozpoczęło się pięć ostatnich meczów 11. kolejki IV ligi grupy lubelskiej. Sporym zaskoczeniem jest porażka Górnika II Łęczna, który uległ na własnym stadionie Orionowi Niedrzwica Duża. Fatalnej passy nie przerwała natomiast Łada 1945 Biłgoraj, Powiślak okazał się wyraźnie lepszy od Włodawianki, a Orlęta Łuków pokonały Kryształ Werbkowice. Obecnie liderem tabeli są Czarni Dęblin.

Orlęta Łuków – Kryształ Werbkowice 1:0 (0:0)
Gol: Damian Soćko 75′

W jednym z bardziej interesujących spotkań Orlęta podejmowały przed własną publicznością beniaminka z Werbkowic. Łuków nadal jest niezdobytą twierdzą. Dziś choćby punktu z tego miasta nie potrafił wywieźć Kryształ.

Od początku spotkania obie ekipy skupiały się głównie na tym aby nie stracić gola. Zarówno jedni, jak i drudzy grali bardzo zachowawczo i co jakiś czas próbowały nieśmiałych ataków, choć optyczną przewagę posiadali gospodarze. W pierwszej, dosyć nieciekawej odsłonie kibice nie zobaczyli bramek. – Mecz był mało otwarty, zespoły skupiały się głównie na obronie – mówił po meczu trener Jacek Szczyrba.

Trochę więcej działo się po zmianie stron, głównie dlatego, że piłkarze Orląt zdobyli w 75 minucie zwycięskiego gola. Przemyślaną akcję zespołu wykończył Damian Soćko. Piłka zagrana była do zawodnika, który był na pozycji spalonej, ale nie brał on udziału w akcji. Defensywa przyjezdnych stanęła, a zza pleców obrońców wybiegł wspomniany wcześniej Soćko i bez większych problemów pokonał bramkarza Kryształu.

Jestem zły i rozczarowany takim wynikiem bo z gry wyglądaliśmy chyba trochę lepiej. Zabrakło skuteczności, niewykorzystane sytuacje się zemściły. Szkoda dwóch sytuacji sam na sam Stanisława Rybki… – komentował szkoleniowiec beniaminka.

W następnej serii spotkań Orlęta zmierzą się na wyjeździe z Powiślakiem Końskowola, a Kryształ spróbuje pokonać przed własnymi kibicami Opolanin Opole Lubelskie.


Janowianka Janów Lubelski – Grom Kąkolewnica 1:1 (0:0)

Gole: Patryk Sadowski 60′ – Hubert Sierpień 76′

Janowianka kontynuuje słabą grę i z ostatnią drużyną czwartej ligi, Gromem Kąkolewnica tylko zremisowała 1:1. Kuriozalną bramkę puścił w zespole z Janowa Lubelskiego, Dawid Jargieło.

Piłkarze z Janowa Lubelskiego zamiast przed własną publicznością zrewanżować się za ubiegłotygodniową wstydliwą porażkę z Victorią Żmudź 0:6, jeszcze się pogrążyli. Najpierw przez cztery kwadranse nie mogli trafić do siatki rywali, a kiedy w 60. minucie już im się ta sztuka udała, nie potrafili, ani pójść za ciosem, ani nawet dowieźć prowadzenia do końca. – Zagraliśmy kiepsko od pierwszej do ostatniej minuty – skomentował krótko grę swoich piłkarzy Marek Krzysztoń.

Bramkę dla gospodarzy strzelił Patryk Sadowski silnym uderzeniem zza pola karnego. Około 76. minuty odpowiedział Hubert Sierpień, ale bramka obciąża bardziej konto golkipera Janowianki, Dawida Jargieło.
Takie gole powinno się pokazywać w piłkarskich programach humorystycznych – dodał nieco inaczej Krzysztoń. Jargieło bowiem chciał przyjąć pod podeszwą uderzenie ze sporej odległości Sierpnia, ale zrobił to tak niefortunnie, że piłka ominęła jego stopę i wleciała do bramki.

Mieliśmy dzisiaj sporo szczęścia, ponieważ Hubert oddał ten strzał trochę na wiwat, ale najważniejsze, że udało się zremisować na trudnym terenie, w porównaniu z wcześniejszymi wynikami ten należy uznać za dobry – cieszy się z kolei szkoleniowiec Gromu, Daniel Wajszczuk. Gospodarze w ostatnich 10 minutach próbowali jeszcze zgarnąć komplet punktów, ale z oblężenia pola karnego piłkarzy z Kąkolewnicy nic nie wyniknęło i spotkanie zakończyło się remisem 1:1.

Gospodarze dzisiejszego spotkania za tydzień zagrają na wyjeździe z Lewartem Lubartów, z kolei goście u siebie z Victorią Żmudź.


Włodawianka Włodawa – Powiślak Końskowola 0:5 (0:3)

Gole: Sławomir Radzikowski 15′, 22′, Łukasz Giza 43′, Mateusz Kamola 64′, Damian Kopeć 75′

Powiślak Końskowola wygrywa drugi raz z rzędu! Zwycięstwo pozwala podopiecznym Roberta Makarewicza usadowić się na drugiej pozycji w tabeli. Rozmiary wygranej – 5:0 nad Włodawianką budzą respekt.

Dość szybko prowadzenie objęli goście tego spotkania, a strzelcem gola już po niespełna kwadransie był Sławomir Radzikowski. Ten sam zawodnik kilka minut później podwyższył wynik spotkania. – Przy stanie 0:2, do momentu trzeciej naszej bramki, przeciwnik był bardzo groźny – komentuje trener gości. Z kolei duże pretensje do sędziego Jacka Paskudzkiego miał szkoleniowiec gospodarzy Marek Drob. – Nasz zawodnik przy stanie 0:2 był cięty w polu karnym. Nie dość, że nie dostaliśmy rzutu karnego, to jeszcze nasz piłkarz został napomniany – opowiada Drob. Gola do szatni dla Powiślaka zdobył czołowy snajper Lubelszczyzny – Łukasz Giza.

Po przerwie wciąż stroną dominującą na boisku byli goście.  Nie było nas dziś na boisku, a ilość błędów naszej defensywy liczyć można w tonach – nie szczędził ostrych słów coach Włodawianki. Kolejne gole dla końskowolan były zatem kwestią czasu. Na 4:0 podwyższył Mateusz Kamola, a wynik meczu na kwadrans przed końcem ustalił Damian Kopeć. – To był nasz dobry mecz, wykorzystaliśmy część swoich sytuacji, bo wynik mógł być nawet dwukrotnie wyższy. Fajnie, że nie straciliśmy żadnej bramki – podsumowuje ,,Makar”.

Trener Drob miał spore pretensje o podejście do meczu w wykonaniu swoich zawodników. – Po jednym, drugim wygranym meczu, zawodnicy poczuli się chyba za pewnie. Nie potrafiliśmy się dziś zebrać, podejść do tego meczu w odpowiedni sposób i rezultat mówi sam za siebie – kończy szkoleniowiec pokonanych.

Teraz przed drużyną wicelidera domowy mecz z Orlętami Łuków, a spotkanie to odbędzie się w bardzo nietypowej porze i godzinie – w piątek o 15:45. Jak wyjaśnia trener Makarewicz, zmiana terminu nastąpiła na prośbę Orląt, których jeden zawodnik dzień później będzie brał ślub. Przed Włodawianką z kolei wyjazd do Orionu Niedrzwica Duża. O tym, jak groźny to rywal, dwa tygodnie temu przekonał się sam Powiślak.


Łada 1945 Biłgoraj – Victoria Żmudź 0:2
(0:1)
Gole: Kamil Sawa 5′, Kamil Nowicki 75′

Victoria Żmudź na dobre zagraża czołówce! Zespół, który w ubiegłym sezonie zajął szóste miejsce w IV lidze, znów gra bardzo mądrze i skutecznie. Podopieczni Piotra Molińskiego zanotowali kolejne zwycięstwo, tym razem w meczu wyjazdowym z Ładą 1945 Biłgoraj. Gracze Ireneusza Zarczuka nie potrafili dzisiaj nawet strzelić bramki. Ta sztuka ostatni raz udała im się… 7 września!

W spotkanie lepiej weszli przyjezdni, którzy już w 5′ zdobyli bramkę na 1:0. “Centrostrzał” z lewej strony boiska Kamila Sawy wylądował w siatce gospodarzy. – Gracz gości miał masę szczęścia. To przecież nie był strzał, a dośrodkowanie – kręcił głową trener Zarczuk. – Ta bramka przypomina mi strzał Tomasza Brzyskiego z meczu z Lechem Poznań ocenił natomiast Moliński. Później do głosu zaczęli dochodzić piłkarze z Biłgoraja. Najpierw głową niecelnie uderzał Dariusz Kuliński, a potem doskonałej okazji do wyrównania nie wykorzystał Sebastian Skrzypek. – Nie po raz pierwszy zabrakło nam skuteczności. Szybko straciliśmy bramkę, a potem nie mogliśmy napocząć rywala – dodał opiekun Łady.

Na drugą odsłonę gospodarze wyszli z jednym nastawieniem – jak najszybciej zdobyć bramkę. Ich plan taktyczny legł jednak w gruzach, gdy drugie trafienie dołożyli przyjezdni. – W drugiej połowie graliśmy lepiej, poprawiliśmy grę w ofensywie, ale co z tego skoro dostaliśmy gola na 2:0 – mówił bezradny Zarczuk. W 75′ błąd w ustawieniu jednego ze stoperów bezwzględnie wykorzystali goście. Kombinacyjna akcja w środku pola, a sytuację sam na sam z bramkarzem wykorzystał Kamil Nowicki. To trafienie ustaliło wynik spotkania.

– Boisko nam nie pomagało. Murawa nie była w dobrym stanie. To był mecz walki. Łada ma tylko osiem punktów i musi szukać punktów w każdym meczu, dlatego dziś było niezwykle ciężko. Wygrała drużyna dojrzalsza i skuteczniejsza – podsumował to spotkanie trener Zarczuk.

Dla piłkarzy że Żmudzi to drugi mecz, w którym nie tracą bramki. Dobrą formę postarają się potwierdzić w 12. kolejce w Kąkolewnicy, gdzie zmierzą się z ostatnim w tabeli Gromem. Łada spróbuje natomiast sprawić niespodziankę w Łęcznej, gdzie zmierzy się z Górnikiem II.


Górnik II Łęczna – GKS Orion Niedrzwica 1:3
(1:2)
Gole: Damian Szpak 23′ – Patryk Grzegorczyk 15′, 30′, Wojciech Białek 60′

Na bocznym boisku w Łęcznej rezerwy ekstraklasowego Górnika przegrały z Orionem Niedrzwica 1:3. Bramki dla ekipy Marka Sadowskiego zdobywali Patryk Grzegorczyk dwie i Wojciech Białek. Łęcznianie odpowiedzieli trafieniem Damiana Szpaka.

W składzie Górnika II nie wyszedł dziś żaden zawodnik pierwszej drużyny. Dlatego szansę na pokazanie swoich umiejętności dostali juniorzy, których na boisko wyszło aż sześciu. Mecz od samego początku był dość wyrównany, jednak to przyjezdni wypracowywali sobie groźniejsze sytuacje pod bramką rywali. Piłkarze Górnika próbowali odpowiadać atakami, jednak ekipa z Niedrzwicy była dziś nastawiona na defensywę. W 15. minucie po stałym fragmencie gry gola głową strzelił obrońca Patryk Grzegorczyk. Zawodnikom Macieja Grzywy udało się doprowadzić do remisu już osiem minut później za sprawą Damiana Szpaka. W 30. minucie Orion ponownie pokazał dobre przygotowanie pod względem stałych fragmentów, a swoją drugą bramkę i drugi raz głową zdobył Grzegorczyk, którego nie potrafili dzisiaj skutecznie upilnować defensorzy Górnika.

Na drugą połowę Górnik II Łęczna wyszedł znacznie osłabiony. Ze względu na powołanie do pierwszej drużyny, Damian Szpak mógł zagrać tylko 45 minut. Po przerwie został więc w szatni. Orion przez większą część spotkania odpowiadał głównie kontrami, czego wynikiem była bramka Wojciecha Białka w 60 minucie. Mimo nieśmiałych ataków Górników, do końca spotkania rezultat nie uległ zmianie.

– Mecz nam się dobrze ułożył, bo strzeliliśmy bramkę po stałym fragmencie. Mimo, że Górnik wyrównał, to udało nam się znowu szybko wyjść na prowadzenie. Wynik 3:1 to najniższy wymiar kary, bo mieliśmy dużo dobrych okazji. Górnik zawsze jest groźnym przeciwnikiem, dlatego jestem zadowolony ze zwycięstwa. Zwłaszcza zdobytego na sztucznej murawie, bo trochę się tego obawialiśmy – powiedział po spotkaniu trener gości, Marek Sadowski.

– Zabrakło nam doświadczenia. Przy stałych fragmentach gry, przy ustawieniu, przy kontrach przeciwnika, który dzisiaj się głównie na to nastawił. Dwie bramki głową strzelił nam Grzegorczyk, a my nie mieliśmy dziś zawodników, którzy mogliby go upilnować. Dodatkowo większość składu to byli juniorzy: trzech juniorów młodszych i trzech starszych. Ewidentnie brakowało nam bardziej doświadczonych zawodników i wsparcia z pierwszej drużyny – dodał natomiast Maciej Grzywa, trener Górnika II Łęczna.

Czarni Dęblin – Lewart Lubartów 1:0 (1:0)
Opolanin Opole Lubelskie – Ruch Ryki 3:1 (1:0)

0 0 vote
Article Rating