Victoria gromi Janowiankę. Co jeszcze w 10. kolejce IV ligi?

Victoria gromi Janowiankę. Co jeszcze w 10. kolejce IV ligi?

Dziesiąta kolejka IV ligi lubelskiej zmierza do końca. Najwyższe zwycięstwo w tej serii gier zanotowali piłkarze Victorii Żmudź, którzy wręcz zmietli z powierzchni ziemi Janowiankę Janów Lubelski. Od dna odbił się natomiast Ruch Ryki, który wygrał dopiero drugi mecz w sezonie.

Orion Niedrzwica – Łada 1945 Biłgoraj 0:0

Bezbramkowym remisem zakończyło się spotkanie pomiędzy Orionem Niedrzwica Duża i Ładą 1945 Biłgoraj. Dla gości z Biłgoraja jest to minimalny progres, z kolei dla gospodarzy stracona szansa na awans o kilka pozycji w tabeli.

Kolejny raz potwierdziło się, że największą bolączką podopiecznych Ireneusza Zarczuka jest brak goli. To już czwarty mecz z rzędu kiedy jego zespół nie potrafił pokonać bramkarza rywali. – My potrzebujemy punktów, jak powietrza, dlatego skupiliśmy się bardziej na przeszkadzaniu rywalowi, chociaż mieliśmy też swoje dwie dobre sytuacje, ale zabrakło zimnej krwi i dobrego ostatniego podania – powiedział trener Łady Biłgoraj.

Pierwsza okazja, o której zapewne mówi szkoleniowiec, miała miejsce około 70. minuty. Jan Komosa dostał na lewej stronie prostopadłe podanie od Sebastiana Skrzypka i zagrał piłkę wzdłuż bramki. Z futbolówką minimalnie minął się Michał Birut, ale na 11. metrze stał niepilnowany Skrzypek, który miałby mniej problemów z wykończeniem akcji. Autorem kolejnej groźnej sytuacji był Dawid Konopka, który na lewej stronie urwał się pilnującemu go zawodnikowi gospodarzy, ale zbyt lekko dośrodkował i piłkę wybił Patryk Grzegorczyk.

– Dla nas ważny jest i punkt, tym bardziej, że w samej końcówce mieliśmy sporo szczęścia – dodaje Zarczuk. Chodzi o sytuację z 92. minuty, kiedy w sytuacji sam na sam przestrzelił Robert Cielma, który chwilę wcześniej wszedł na murawę. – On jest zawodnikiem typowo lewonożnym, a piłkę miał na prawej, tak więc może tylko dlatego nie strzelił – mówił po meczu szkoleniowiec gospodarzy, Marek Sadowski. Wcześniej jego piłkarze mieli jeszcze kilka 100-procentowych sytuacji, ale nie wykorzystali żadnej i mecz ostatecznie zakończył się remisem 0:0. – Szkoda, że nie udało się wygrać, tym bardziej, że mieliśmy też kilka groźnych akcji w pierwszej połowie, poza tymi 100-prcentowaymi w ostatnich dziesięciu minutach. Z drugiej strony cieszy brak straconej bramki – kończy trener gospodarzy.

Za tydzień czas rehabilitacji dla obu ekip. Łada 1945 Biłgoraj przyjmie Victorię Żmudź, a Orion Niedrzwica Duża spróbuje swoich sił z Górnikiem II Łęczna.

 

Ruch Ryki – Orlęta Łuków 2:1 (1:1)
Bramki: Damian Darnia 21′ Krzysztof Gransztof 89′ – Michał Osiak 6′

Spotkanie z gatunku tych „za sześć punktów” dla Ruchu Ryki. Obydwie drużyny dołują w tabeli, a ewentualne zwycięstwo gości, pozwoliłoby im na pięcie się w górę ligowej klasyfikacji. Dla gospodarzy porażka mogła oznaczać ugrzęźnięcie na długi czas w ogonach tabeli.

Początek meczu mógł zwiastować emocje. Goście z Łukowa już w 6 minucie meczu, za sprawą Michała Osiaka wyszli na prowadzenie. Zawodnik przyjezdnych dostał dobrą piłkę w pole karne i uderzył między nogami bramkarza. – W tej sytuacji wyszedł brak koncentracji mojego zespołu – mówił trener gospodarzy, Paweł Warda. Nie cieszyli się z niego jednak długo, ponieważ już czternaście minut później bramkę wyrównującą dla Ruchu Ryki, zdobył Damian Darnia. Świetne zagranie za linię obrony od środkowego defensora gospodarzy, a Darnia dopełnił dzieła. Spotkanie toczyło się słabym tempie, a przed przerwą bramki już nie padły. Dwie dobre sytuacje do strzelenia gola miał Krzysztof Gransztof, jednak żadnej z nich nie potrafił zamienić na bramkę. – Gospodarze grali bardzo słabo, a my jeszcze gorzej – komentował trener gości, Stanisław Chudzik.

Początek drugiej połowy był bardzo wyrównany. Obydwa zespoły nie chciały przede wszystkim stracić gola. Kiedy już wydawało się, że spotkanie zakończy się bezbramkowym remisem bramkę na wagę trzech punktów dla gospodarzy w 89. minucie zdobył po kontrze Krzysztof Gransztof! Po dobrym zagraniu Wojciecha Kępki gospodarze wyszli dwa na jeden i takiej sytuacji zmarnować po prostu nie mogli. Chwilę wcześniej mecz na swoją korzyść rozstrzygnąć mogli goście, ale nie wykorzystali groźnej okazji. To trafienie, a co ważniejsze te trzy punkty pozwalają Ruchowi na zbliżenie się do uciekających mu zespołów z wyższych rejonów tabeli. – W drugiej odsłonie ta gra wyglądała fatalnie. Brakowało składnych akcji i celnych podań. Sporo było za to strat i fauli – spuentował Warda.

– Mecz stał na bardzo niskim poziomie. Całe to spotkanie to jeden wielki przypadek. Szkoda gadać. Nie ma sensu nawet tego komentować – mówił po meczu wyraźnie załamany opiekun Orląt.

– Cieszymy się ze zwycięstwa. Na pierwszą wygraną w lidze przyszło nam czekać bardzo długo. Dobrze, że wreszcie się udało – podsumował Warda.

W 11. kolejce przed Orlętami Łuków bardzo ciężki mecz. Kryształ Werbkowice pokazał już wielu rywalom miejsce w szeregu. Ruch Ryki spróbuje podtrzymać zwycięską serię w Opolu Lubelskim.

 

Victoria Żmudź – Janowianka Janów Lubelski 6:0 (2:0)
Bramki: Kamil Sawa 2′, 49′, Kamil Nowicki 23′, Robert Wagner 69′, 73′, Damian Ścibior 90′

10 bramek padło w dwóch ostatnich spotkaniach z udziałem Janowianki. Tydzień temu w Soli – 4:0 wygrali piłkarze z Janowa Lubelskiego, dzisiaj to oni polegli na wyjeździe wysoko 0:6 z Victorią Żmudź.

Bardzo dobrze spisująca się u siebie Victoria Żmudź strzelanie rozpoczęła już w 2. minucie. Kamil Sawa otrzymał podanie od Roberta Wagnera i skutecznie wykończył akcję. Nazwiska tej dwójki będą się powtarzać jeszcze kilka razy. W 23. minucie bramkę zdobył Kamil Nowicki, ale w akcji uczestniczył zarówno Sawa, jak i Wagner. W 49. minucie znów podał Wagner i znów strzelił a Sawa.

Ponad kwadrans później rolę znowu się odwróciły. W 69. minucie dwójkową akcję Sawa – Wagner, zakończył ten drugi. Nie minęło pięć minut i na tablicy wyników było już 5:0 dla gości. Podwyższył świetnie spisujący się dzisiaj Robert Wagner, który wykorzystał zamieszanie pod bramką Janowianki. Swój podpis pod dziełem zniszczenia dodał jeszcze Damian Ścibior, który z lewej strony zszedł do środka boiska i silnym strzałem zza pola karnego pogrążył bramkarza oraz cały zespół z Janowa Lubelskiego.

Zagraliśmy wreszcie konsekwentnie, skutecznie z przodu i na zero z tyłu, co cieszy. Poza samym wynikiem cieszy również gra zespołu – powiedział po meczu trener gospodarzy, Piotr Moliński. Jego podopieczni przerwali serię trzech zwycięstw z rzędu drużyny z Janowa Lubelskiego i zrewanżowali się swoim kibicom, którzy w ostatnim domowym spotkaniu z Hetmanem Zamość również obejrzeli sześć goli, ale pięć z nich autorstwa gości.

Janowianka nową serię zwycięstw spróbuje rozpocząć za tydzień w meczu domowym przeciwko zespołowi z Kąkolewnicy, natomiast Victoria Żmudź pojedzie do Biłgoraja.

 

Kryształ Werbkowice – Włodawianka Włodawa 2:3 (1:2)
Bramki: Patryk Nieradko 35′, Stanisław Rybka 55′ – Aleksander Borodijuk 16′, Michał Budzyński 30′, Norbert Zdolski 64′

W Werbkowicach spotkało się dwóch beniaminków, ale jednocześnie wicelider podejmował trzecią drużynę od końca. Włodawiance udało się niespodziewanie odnieść trzecie zwycięstwo w sezonie, natomiast Kryształ poniósł pierwszą “klasyczną” porażkę (nie licząc walkowera z meczu z Górnikiem)

Sensacyjnie było już po 16 minutach, kiedy to piłkę do siatki skierował Aleksander Borodijuk. Kwadrans później przyjezdni prowadzili już 2:0 po bramce Michała Budzyńskiego. Jeszcze przed przerwą jeden ze strzałów obrońcy gości zablokowali ręką i gospodarze zdołali odpowiedzieć kontaktowym trafieniem Patryka Nieradki z rzutu karnego. To zapowiadało ciekawą pogoń za wynikiem w drugiej połowie. Właśnie tak wyglądało to po wyjściu z szatni – w 55 minucie Kryształ przenosił akcję z lewej na prawą stronę kilkoma podaniami, a ostatnie wzdłuż bramki wykończył Stanisław Rybka. Dalsze plany pokrzyżowała jednak czerwona kartka Macieja Wójtowicza oraz bramka Norberta Zdolskiego. – Nie potrafiliśmy twardo podejść do zawodników, którzy rozgrywali sobie swobodnie piłkę w naszym polu karnym i tak padło to trafienie – opisuje trener Kryształu, Jacek Szczyrba. Do końca spotkania trwały próby gospodarzy, ale w osłabieniu nie potrafili oni zaskoczyć skoncentrowanej Włodawianki. – To bardzo boli, że gonimy, doganiamy i nagle zupełnie stajemy oddając pole gry rywalom. Na pewno stało się coś złego – nie zaprezentowaliśmy szczelnej obrony, jak w poprzednich spotkaniach. Ciężko się na to patrzyło, bo defensywa była dziurawa jak szwajcarski ser – ocenił Szczyrba.

Kryształ pozostaje z 19 punktami i wciąż jest wiceliderem tabeli – nawet kiedy już oficjalnie dostanie walkower za mecz z rezerwami Górnika. Może to początek jakiegoś kryzysu – jeśli tak, to szybko musimy to zażegnać, bo do końca rundy zamierzamy zdobyć jeszcze kilka punktów – powiedział trener Szczyrba. Włodawianka zgromadziła 9 oczek i tylko nieznacznie ruszyła się w tabeli – awansowała na 13 miejsce. W następnej kolejce drużyna z Werbkowic jedzie do Łukowa, a we Włodawie będzie gościł Powiślak.