Widzew Łódź – Legia Warszawa, czyli magia pucharów

Widzew Łódź – Legia Warszawa, czyli magia pucharów

Środowy wieczór na stadionie Widzewa na długo zapadnie w pamięci tak zawodników, jak i kibiców drużyny z Łodzi.  Po raz kolejny mogliśmy się przekonać jak pięknym, a zarazem nieprzewidywalnym sportem jest piłka nożna. Jeżeli jesteś zainteresowany zakładami sportowymi to wejdź na naszą stronę ranking bukmacherów. Faworytem spotkania w 1/16 Pucharu Polski była zdecydowanie grająca dwie klasy rozgrywkowe wyżej Legia podbudowana dodatkowo ostatnim sukcesem ligowym (7:0 z Wisłą Kraków). Kiedyś pojedynki Łodzian z „Wojskowymi” były na ustach całej Polski i decydowały o mistrzostwie, dziś jednak to już historia gdyż Widzew gra w drugiej lidze, a Legia nadal walczy o najwyższe cele.*

Mecz oczywiście wzbudził ogromne zainteresowanie wśród kibiców, a 18 tysięcy miejsc na stadionie okazało się za mało, gdyż chętnych było prawie dwa razy więcej. Trenerzy obu zespołów doceniając rangę wydarzenia do gry desygnowali najlepsze „jedenastki”, jedynie w ekipie z Warszawy Radosława Majeckiego zastąpił w bramce Radosław Cierzniak.

Początek spotkania należał do gości, którzy już w 11 minucie miel szansę na objęcie prowadzenia, gdy po dobrym podaniu Luquinhasa strzelał Paweł Wszołek, ale jego uderzenie obronił Wojciech Pawłowski. Pierwszą dogodną sytuacje gospodarze mieli po dwudziestu minutach, za sprawą Przemysława Kity, jednak jego uderzenie zablokował wślizgiem obrońca Igor Lewczuk. Doskonałą okazje na objęcie prowadzenia w 29 minucie zmarnował Arvydas Novikovas, nie trafiając w światło bramki z najbliższej odległości.

Widzewiacy, mimo optycznej przewagi Legii, też mieli swoje sytuacje na zdobycie gola. W 40. minucie po błędzie defensywy gości groźnie strzelał Kita, ale klasę zaprezentował Cierzniak, wybijając piłkę na rzut rożny. Pierwsza połowa, po bardzo dobrej grze obu drużyn, zakończyła się wynikiem 0:0.

Druga połowa zaczęła się fatalnie dla Widzewa, bowiem już trzy minuty po wznowieniu gry Legia strzeliła bramkę. Doskonałym rajdem popisał się Michał Karbownik, a jego podane na bramkę zamienił Jose Kante. Podopieczni Aleksandara Vukovicia poszli za ciosem, tym razem Kante wcielił się w rolę asystenta, a akcję sfinalizował Wszołek. Obserwatorzy spotkania liczyli w tym momencie, że „Wojskowi” docisną rywala i zdobędą kolejne bramki, nic bardziej mylnego.

Do głosu doszli zawodnicy z Łodzi i gdy po faulu Lewczuka na Danielu Mące w 58. minucie rzut karny wykorzystał Marcin Robak, nabrali wiatru w żagle. Niesieni niesamowitym dopingiem swoich fanów zaczęli coraz groźniej atakować bramkę Cierzniaka, stwarzając sobie okazje do zdobycia gola wyrównującego.

Po chwili mecz został jednak przerwany na kilka minut, gdyż kibice urządzili sobie pokaz pirotechniczny na stadionie i odpalili race. Gdy dymy opadły, stadion Widzewa oszalał z radości, bowiem gospodarze zdobyli bramkę wyrównującą. Powiedzenie, że wiara czyni cuda jeszcze raz znalazło w 73. minucie potwierdzenie w praktyce, gdy determinacja i wola walki Widzewiaków przyniosła efekty. Podanie Bartłomieja Poczobuta wzdłuż bramki do Kity przeciął Artur Jędrzejczyk, ale uczynił to tak niefortunnie, że piłka wpadła do bramki obok bezradnego golkipera gości.

Mecz, który wydawał się już rozstrzygnięty i w pełni pod kontrolą gości zaczął się od nowa, 2:2 i szał szczęścia kibiców z Łodzi. Jednak trwało to tylko chwilę. Legia, jak przystało na renomowany zespół, szybko odpowiedziała i w 84 minucie znowu objęła prowadzenie. Strzelcem bramki został Lewczuk po podaniu Domagoja Antolicia. Gospodarze do końca meczu rozpaczliwie próbowali doprowadzić do dogrywki, ale ich wysiłki nie przyniosły rezultatu. Po upływie 9. doliczonych minut sędzia Szymon Marciniak zakończył to emocjonujące spotkanie i do 1/8 Pucharu Polski awansowała Legia Warszawa.

*Materiał przygotowany przez partnera