Wojciech Białek: Jestem blisko porozumienia z prezesem (Wywiad)

Wojciech Białek: Jestem blisko porozumienia z prezesem (Wywiad)

W rozmowie z królem strzelców grupy lubelsko-podkarpackiej III ligi z sezonu 2015/2016 zapytaliśmy nie tylko o przeszłość, ale przede wszystkim o przyszłość. Wojciech Białek – najskuteczniejszy napastnik Avii Świdnik w ostatnich latach – opowiedział nam m.in. o zainteresowaniu jego osobą ze strony klubów IV ligi, o kulisach rozmów nt. przedłużenia upływającego w grudniu kontraktu z Avią oraz o… magicznej barierze 100 ligowych bramek, którą urodzony w Jastkowie snajper zamierza niebawem przekroczyć!

Michał Wójcik – LUBSPORT.PL: Kiedy rozmawialiśmy ostatnim razem, prosił Pan, żeby odzywać się po każdej strzelonej bramce. Odparłem, że nie możemy rozmawiać co tydzień. Czas mija, a Wojciech Białek nadal potrafi udowodnić, że snajperskiego instynktu nie traci się łatwo.

Wojciech Białek: Powiem szczerze, że w tej rundzie jestem trochę zawiedziony swoją skutecznością. W poprzednim sezonie było dużo, dużo lepiej (13 bramek w 30 meczach ligowych – przyp. red.), ale nie oszukujmy się – w tej rundzie mniej grałem. Słabsza skuteczność może więc z tego wynikać, choć napastnik ma zwykle tak: jak się strzela, to się strzela do bólu, a jak coś się zatnie, to niestety tych bramek jest mniej. Tak też było w moim przypadku.

W rundzie jesiennej, w lidze i Pucharze Polski, strzelał Pan bramki w sześciu meczach. Aż pięciu spotkań z tej puli nie przegraliście. Można wyciągnąć z tego wniosek, że bez goli Wojciecha Białka łatwiej o porażkę. Kiedy nie trafiał Pan do siatki w dwunastu meczach, w których wyszedł Pan na boisko, połowę z nich przegraliście i połowę zremisowaliście. Czy drużyna nadal jest od Pana uzależniona?

Cała drużyna wygrywa i cała drużyna przegrywa. Wiadomo, że napastnicy są rozliczani ze strzelonych goli. Zdarzyło się w kilku meczach, że wszedłem w drugiej połowie i zdobywałem bramkę, np. na przełamanie. Potem już po prostu szło z górki. Tak było w tych sześciu meczach bez przegranej, o których pan wspomniał.

Ciekawostka. Podliczyłem, że w 155 meczach rozegranych dla Avii na poziomie III ligi zdobył Pan już łącznie – uwaga – 96 bramek! Nie mogę więc nie zapytać, kiedy pęknie granica stu goli?

Mam nadzieję, że jeśli dojdę do porozumienia z prezesem (Łukasz Reszka – przyp. red.), a już jesteśmy blisko, to w tej rundzie na pewno powinno się to udać. Także Łukasz Gieresz jakiś czas temu powiedział mi, że mało mi brakuje do setki. Być może za bardzo się spiąłem, żeby przebić tę granicę już w tej rundzie i dlatego nie zawsze wszystko mi wychodziło.

Czasami jak się bardzo chce, to efekt jest odwrotny do zamierzonego.

Tak, dokładnie. Wtedy po prostu nie wychodzi.

Czy któraś z tych 96 bramek szczególnie zapadła Panu w pamięć?

Tak. Nie wiem, czy ktoś jeszcze o tej bramce będzie pamiętał, choć to możliwe. To było trafienie w tej rundzie przeciwko Wiśle Sandomierz (gol w 30. minucie spotkania, mecz zakończył się wynikiem 4:4 – przyp. red.). Strzeliłem wtedy na 1:1. Po tej bramce nasza gra ruszyła, w pewnym momencie prowadziliśmy już 4:2, ale skończyło się, jak się skończyło (śmiech).

Częściowo poruszył Pan już temat trwających rozmów z Avią. Mówiło się sporo o zainteresowaniu Pańską osobą klubów IV-ligowych. Mam tu na myśli choćby Stal Kraśnik. Czy rzeczywiście pojawiały się jakieś konkretne propozycje ze strony innych zespołów?

Konkretów nie było. Faktycznie przeprowadziliśmy rozmowy, ale na tym się skończyło. Pojawiło się spore zainteresowanie ze strony IV-ligowych klubów. Odezwał się nawet jeden klub z szóstego poziomu rozgrywkowego (klasa okręgowa – przyp. red.). Nie ukrywam, że odezwała się także III liga. Mimo że mam już tyle lat na karku (35 – przyp. red.), to jednak te propozycje nadal się zdarzają.

To chyba też o czymś świadczy, prawda?

Tak, to miłe.

Czy jednak na tę chwilę obstaje Pan przy zdaniu, że najbliżej jest Panu wciąż do kontynuacji gry dla Avii?

Tak, raczej tak. Mamy jeszcze zaplanowane spotkanie z prezesem na opłatku i wtedy porozmawiamy i podejmiemy decyzję. Myślimy w kierunku mojego pozostania w klubie. Musimy załatwić to jak najszybciej, bo w grudniu kończy mi się umowa.

Czyli z końcem roku można się już spodziewać konkretnej decyzji w tej sprawie?

Tak, można się spodziewać takiej decyzji.

Nawiążę jeszcze do metryki, która jest nieubłagana, ale jak się okazuje w Pańskim przypadku, nie jest również najważniejsza. Co tu ukrywać, bliżej już końca Pańskiej kariery niż dalej. Czy w związku z tym ma Pan już jakieś plany na życie po rozstaniu się z futbolem w roli zawodnika? Czy myślał Pan może o pracy związanej z piłką nożną? Na przykład o trenerce?

Nie. Powiem szczerze, że do tego się nie nadaję. Kiedyś, gdy jeszcze zaczynałem grać w piłkę, w wieku 19-21 lat próbowałem swoich sił w tym zawodzie. Miałem wtedy w Tomaszowicach grupę młodzieżową. Moim zdaniem to są zbyt duże nerwy, to nie dla mnie (śmiech).

Co w takim razie? Jak widzi Pan swoją przyszłość?

Nie mam zielonego pojęcia. Na pewno znajdę jakąś pracę, ale obiecuję, że będę kopał, dopóki będę miał siłę.

Tego chyba należy Panu życzyć. Czy czegoś jeszcze należałoby Wojciechowi Białkowi życzyć na następną rundę prócz przełamania bariery stu ligowych bramek?

Dla mnie najważniejsze jest w życiu szczęście, miłość i – przede wszystkim – zdrowie, żeby mnie nie opuszczało.

W życiu sportowca to chyba najważniejsza wartość.

Zgadza się, zdrowie dla sportowca jest najważniejsze.

fot. Tomasz Filipiuk