Z życia kierownika. Od II ligi do klasy okręgowej – Janusz Mitura (Lewart Lubartów)

Z życia kierownika. Od II ligi do klasy okręgowej – Janusz Mitura (Lewart Lubartów)

W serii “Z życia kierownika. Od II ligi do klasy okręgowej” przenosimy się do IV ligi. Na pytania naszej ankiety odpowiedział Janusz Mitura, kierownik Lewartu Lubartów, czyli aktualnego lidera IV-ligowej tabeli. Zapraszamy do lektury!

Od kiedy pełni Pan funkcję kierownika zespołu?

Wiem, że długo pełnię tę funkcję, ale nie pamiętam dokładnie, od kiedy, chyba od 2010, 2011 lub 2012 roku. Trenerem Lewartu był wtedy po raz pierwszy Grzegorz Białek.

Jak to się stało, że został Pan kierownikiem?

Zrezygnował pracujący wtedy u nas Daniel Cieśla i Zarząd oddelegował mnie do pełnienia tej funkcji.

Utrzymuje się Pan z pełnienia funkcji kierownika czy ma Pan poza tym jakąś inną pracę?

Z tego nie da się wyżyć, bo jako kierownik nie zarabiam. Może był taki moment w III lidze, jednak obecnie pełnię tę funkcję społecznie.

Jaki jest zakres Pana obowiązków jako kierownika zespołu?

Zajmuję się niemal wszystkim. Staram się być na każdym treningu i szykuję sprzęt. W okresie zimowym dodatkowo przygotowuję soki i gorące napoje. Przed wyjazdem na mecz wszystko jest na głowie kierownika i każda potrzebna rzecz musi być spakowana. Jeżeli zostanie popełniony błąd i czegoś nie weźmiemy, to odpowiedzialność za to spada na kierownika.

Jak wyglądają Pana relacje z zawodnikami i sztabem szkoleniowym?

W mojej opinii te relacje wyglądają raczej dobrze. Dogaduję się z każdym zawodnikiem, niezależnie od tego, czy jest to wychowanek, czy ktoś, kto do nas przyszedł. Uważam, że mam szczęście, gdyż drużyna zawsze korzysta z usług fajnych i inteligentnych ludzi. Nie ma u nas piłkarzy, z którymi nie mógłbym się dogadać.

Jakie są Pana zadania w dniu meczowym?

Zacznę od meczów wyjazdowych, na które trzeba wszystko zabrać. Za każdym razem przychodzę półtorej godziny przed odjazdem. Gdy pierwszy zawodnik pojawia się na zbiórce, to wszystko jest już gotowe. Przed spotkaniami domowymi przygotowuję stroje, wodę i protokoły meczowe. Do tego trzeba trochę pobiegać po obiekcie i dopilnować, by działało nagłośnienie oraz sprawdzić stan boiska, które w Lubartowie zawsze komuś nie pasuje, ale cóż, mamy to, co mamy. Zajmuję się również obstawieniem kas. To wszystko jest na mojej głowie w dniu meczowym.

Czy w trakcie Pana pracy jako kierownik przydarzyła się jakaś zabawna lub osobliwa sytuacja, która na długo zapadła Panu w pamięć i którą mógłby Pan opowiedzieć?

Dawno temu, nie wziąłem kart zdrowia na wyjazdowy mecz z Victorią Żmudź. Wysiadłem z autobusu w Milejowie, bo jechaliśmy wtedy przez Łęczną, wróciłem do Lubartowa i swoim prywatnym samochodem zdążyłem na to spotkanie. Pewnie, gdybym dłużej pomyślał, to przypomniałbym sobie coś jeszcze, ale ogólnie zawsze jest wesoło.

fot. Lewart Lubartów (archiwum)