Zostań w domu i zapytaj trenera: Jacek Ziarkowski (Odpowiedzi)

Zostań w domu i zapytaj trenera: Jacek Ziarkowski (Odpowiedzi)

Czas zaprezentować odpowiedzi trenerów z cyklu “Zostań w domu i zapytaj trenera”. Jako pierwsze przedstawiamy te pytania, z którymi zmierzył się były szkoleniowiec Hetmana Zamość, Jacek Ziarkowski. Zapraszamy do lektury!

Jak z perspektywy czasu ocenia Pan czas spędzony w Zamościu, jako trener?

Jako nowe doświadczenie, bo po wielu latach wróciłem na stare śmieci, gdzie jeszcze jako piłkarz osiągałem z zespołem sukcesy i uważam, że fajnie było tam wrócić. W przyszłości na pewno wyciągnę wnioski, które pomogą mi w przyszłej pracy. Przede wszystkim chciałbym zaznaczyć rolę kibiców Hetmana, którzy odgrywają kapitalną rolę i bardzo dziękuję im za wsparcie. Czułem je w każdym dniu i w każdym spotkaniu. Takich kibiców, jakich ma Hetman, to wiele klubów w regionie i nie tylko, może mu pozazdrościć.

Co było przyczyną słabych wyników w rozgrywkach grupy IV III ligi?

Temat jest bardzo złożony. Wiedzieliśmy, że awansując do III ligi, wyzwania będą dużo większe. Od razu mówiłem, że mieliśmy taki zespół, który przy zagraniu wszystkich rzeczy mógłby spokojnie zająć miejsce w środku tabeli. Na to musiałoby się złożyć wiele czynników, począwszy od aspektów typowo techniczno-taktycznych, motorycznych, czy mentalnych. Do tego dochodziły sprawy związane ze świadomością poszczególnych zawodników, co do realizacji określonego celu. Chciałem też przemodelować tę drużynę, ponieważ nasz sposób gry musiał ulec zmianie. Patrząc na III a IV ligę, to należało troszeczkę zejść z takiej nonszalanckiej gry, gdzie w większości spotkań to my przejmowaliśmy inicjatywę. Przez to mieliśmy często zachwiany balans między obroną a atakiem. Przeciwnicy nie potrafili sobie poradzić nawet w momencie, gdy odzyskiwali piłkę. Wiedziałem, że tutaj musi się dużo zmienić w tych poczynaniach i ten balans musi być zrównoważony. Chciałem również, co próbowaliśmy już w końcówce meczów IV-ligowych, by w ich trakcie oddawać inicjatywę rywalom, po to, by grać w ataku szybkim i to też był nasz cel. Start III ligi był dla nas całkiem niezły. W momencie, gdy stosowaliśmy powyższe elementy, to my te mecze wygrywaliśmy. Fakt, że nie było łatwo, ale łapaliśmy punkty i byliśmy wysoko w tabeli. Natomiast, kiedy inne zespoły poznały nas trochę, to zaczęły nam oddawać inicjatywę. Zapętlaliśmy się w to, co graliśmy poziom niżej, czyli zachwianie równowagi między obroną a atakiem i to było dość widoczne. Wtedy przeciwnicy nas za to karali, stąd też wspominam o świadomości piłkarzy. Zabrakło nam wewnętrznego spokoju w realizacji i to poniekąd nałożyło się na taki wynik.

Kto według Pana ma największy potencjał w zespole Hetmana, a kto zawiódł Pana najbardziej?

Nie będę wymieniał nikogo z nazwiska. Kilku chłopaków ma dość spory potencjał, tylko mieć go, a potrafić wykorzystać i przełożyć na boisko, to są dwie różne rzeczy. Było sporo i takich, którzy dość długo pałętali się po IV-ligowych rozgrywkach i ten przeskok dla nich od strony mentalnej był dość dużym zderzeniem się ze ścianą. W pierwszych momentach nie do końca sobie zawsze z tym radzili. Do tego potrzeba było trochę czasu. Są też zawodnicy, którzy mają umiejętności, żeby spokojnie rywalizować na poziomie III ligi. Natomiast nie ukrywam, że miałem świadomość tego, że są problemy w zespole na niektórych pozycjach i to też się potwierdziło. Podjęliśmy jednak taką politykę, w której dajemy szansę tym, którzy wywalczyli awans.

Czy Hetman Zamość ma wobec Pana i sztabu szkoleniowego zaległości finansowe?

Nie chciałbym wypowiadać się za cały sztab szkoleniowy. Mogę wypowiedzieć się jedynie w swoim imieniu. Część zaległości jest jeszcze nieuregulowana, choć nie jest ona może jakaś duża. Troszeczkę te terminy przeciągają się, ale mam nadzieję, że zarząd klubu stanie na wysokości zadania i tę sprawę jak najszybciej rozwiąże. Nie chciałbym specjalnie panikować, ale liczę na większą inicjatywę ze strony władz klubu.

Czy zdradzi Pan kulisy rozstania z Hetmanem Zamość? Czy wszystko tak, jak twierdzi zarząd klubu, odbyło się w dobrych stosunkach?

Podpisując nową umowę z Hetmanem na okres 2 lat, podjęliśmy taką decyzję, w której rozwój drużyny miał być długofalowy. Pierwszy sezon mieliśmy poświęcić na to, jak już wspominałem, na danie szansy tym zawodnikom, którzy wywalczyli awans do III ligi. Po to, aby pokazali się i potwierdzili swoją przydatność dla zespołu. Realnie ocenialiśmy, że celem będzie bezpieczne utrzymanie się na tym poziomie, bo dla beniaminka też jest to jakieś wyzwanie. W kolejnym sezonie ten zespół miał powalczyć o wyższe lokaty i zaistnieć w III-ligowej piłce. W pewnym momencie zarząd podjął inne stanowisko i zmienił koncepcję rozwoju drużyny. Taka jest jego wola, którą przyjąłem do wiadomości. Myślę, że nie było wielkich nieporozumień między nami i życzę klubowi sukcesów w kolejnych poczynaniach. Każdy przecież ma prawo o tego, aby mieć własne spojrzenie. Nie rozstaliśmy się w antypatiach, także ja dalej kibicuję Hetmanowi. Dzięki jego kibicom i nie tylko, to warto by grał on nie tylko w III lidze, ale i wyżej.

Czy na grudniowej Jubileuszowej Gali wiedział Pan już, że żegna się z funkcją trenera w klubie?

Czułem w podświadomości, że taka decyzja może zostać podjęta przez zarząd. Troszkę w piłce już funkcjonuję i znam pewne zachowania oraz mechanizmy, więc wiele rzeczy potrafię wyłapać. Takie jest życie. Byłem tylko pracownikiem klubu, więc do mnie należała strona sportowa. Wydaje mi się, że robiłem wszystko jak najlepiej i starałem się wywiązywać ze swoich obowiązków.

Panie Trenerze, czy teraz znając wynik, jaki osiągnął Hetman po rundzie jesiennej, zmieniłby Pan coś w przygotowaniach do sezonu, przeprowadzonych transferach i podjętych decyzjach personalnych dotyczących składu w poszczególnych meczach?

Z perspektywy czasu być może bym coś zmienił, ale nie można się cofnąć. Podjęliśmy taką politykę i tego się trzymaliśmy. Byłoby nie fair z mojej strony, gdybym po awansie nagle zrezygnował z kilku zawodników i ściągnął na ich miejsce nowych ludzi. Uważałem, że nie tędy droga, że są inne priorytety i trzeba dać szansę chłopakom z tamtej kadry, i to zrobiłem. Jestem takim człowiekiem, który gdy obierze sobie jakiś kierunek, to stara się go trzymać i robiłem to tak, jak potrafię najlepiej. Na pewno jest parę rzeczy, które musiałyby się zmienić w zespole, ale wolałbym takie szczegóły zostawić dla siebie i nie wyrzucać tego na forum publiczne.

Jakie plany ma Pan na najbliższy czas i czy są one związane z piłką nożną?

Trudno teraz cokolwiek planować w dobie zagrożenia, które panuje na świecie. Człowiek ma dużo pytań egzystencjalnych, więc jest pewna zaduma nad tym, co dalej będzie działo się i jak sytuacja rozwinie się. Postanowiłem na jakiś czas odpocząć od piłki i skupiłem się na własnym rozwoju. Aktualnie studiuję podyplomowo zarządzanie zasobami ludzkimi, żeby wykorzystać to w dalszej pracy. Jest to obszar, który można zagospodarować. Mogę bardziej skupić się na tym, więc działam w tym kierunku. Nie jest jednak tak, że odciąłem się od piłki całkowicie. Nadal obserwuję to, co dzieje się w regionie, w Polsce i na całym świecie. Tylko to wszystko, co temu towarzyszy, napawa mnie lekkim niepokojem. Miejmy nadzieję, że zakończy się to pozytywnie i wszystko wróci do normy.

Czy po zwolnieniu z Hetmana, miał Pan propozycję objęcia jakiejś drużyny?

Były luźne zapytania, ale nic konkretnego. Postanowiłem sobie trochę odpocząć od piłki i nabrać dystansu, żeby w wolnym terminie podładować akumulatory. Czas pokaże, kiedy znów wrócę do pracy trenerskiej.

Jak ocenia Pan drużyny z Zamojszczyzny, które aktualnie występują w rozgrywkach IV ligi?

Są zespoły, które odgrywają czołowe role w tych rozgrywkach tak jak na przykład Tomasovia Tomaszów Lubelski. Są drużyny, które są typowymi średniakami jak Łada 1945 Biłgoraj, czy takie, które walczą do końca o ligowy byt, jak Huczwa Tyszowce, czy Unia Hrubieszów. Liczyłem, że Unia po awansie do IV ligi będzie zespołem, który raczej zapewni sobie bezpieczne miejsce. Niestety rzeczywistość okazuje się zupełnie inna. Reprezentujące Zamojszczyznę kluby są bardzo zróżnicowane, ale życzę im, żeby zrealizowały swoje cele postawione przed sezonem.

Czy był Pan zainteresowany jakimś zawodnikiem z IV ligi, którego nigdy nie ściągnął Pan do zespołu prowadzonego przez siebie?

Nie chciałbym podawać nazwisk. Być może moja wiedza przyda mi się jeszcze do tego, by wykorzystać to w przyszłości. Obserwowałem wraz ze sztabem rozgrywki IV-ligowe i widzieliśmy potencjał w niektórych chłopakach. Poniekąd chcieliśmy dać im szansę spróbowania się i zasmakowania piłki na wyższym poziomie. Niestety nie było mi już dane tego sprawdzić. Myślę, że jeszcze przyjdzie na to czas, by im się przyjrzeć.

W Zamościu współpracował Pan z trzema zarządami. Z którym najlepiej się Panu współpracowało?

Nie chciałbym oceniać pracy poszczególnych ludzi i współpracy z nimi. To fakt, przeszedłem w swojej pracy w Zamościu trzech prezesów, co jest niecodzienną sytuacją dla trenera. Każdy miał swoje przywary i lepsze czy gorsze momenty. Pewne zgrzyty powstają, ale to wszystko po to, aby ostatecznie osiągnąć sukces.

Czy gdyby pojawiłaby się propozycja powrotu do Avii Świdnik, to skorzystałby Pan z niej?

Z Avią Świdnik wiąże mnie pewna historia, bo występowałem w niej jako zawodnik i pracowałem jako trener. Przeszedłem transformację tego klubu w momencie, gdy walczyliśmy o zachowanie III-ligowego bytu, wtedy, gdy nastąpiła reorganizacja ligi. Muszę przyznać, że wówczas praca w Świdniku odbywała się w anormalnych warunkach. Praktycznie przez pół roku pracowaliśmy bez jakiegokolwiek wsparcia finansowego. Sytuacja była mega trudna, którą mimo wszystko wspominam naprawdę miło. Nie życzę nikomu działania w takich warunkach. Trzeba jednak powiedzieć, że w nich narodził się zespół, który co by nie mówić, zrobił wynik, który dał nam utrzymanie w lidze i niejako trampolinę do tego, co aktualnie dzieje się w Avii. Dało jej to pozytywnego kopa i stabilizację. W kolejnym sezonie miasto włączyło się do finansowania klubu i wszystko diametralnie zmieniło się. Cieszę się, że w pewnym stopniu mogłem Avii pomóc. Widać po obiekcie, że klub rozwija się i jest stabilny na tym poziomie rozgrywkowym. Natomiast trudno gdybać, czy skorzystałbym z propozycji powrotu. W Świdniku pracuje teraz Łukasz Mierzejewski, który wykonuje bardzo dobrą robotę i wypada tylko trzymać kciuki, żeby było tak dalej.

Czy w którymś momencie pojawiła się propozycja wznowienia kariery i dalej reprezentowania Sparty Rejowiec Fabryczny?

Nie ma takiego tematu. Pogodziłem się już z upływającym czasem i nie mam żadnych problemów z tym, żeby skupić się na innej roli. Granie w piłkę zostawiam młodszym. Mogę sobie ewentualnie pograć z oldbojami, tak jak, chociażby w II Mistrzostwach Województwa Lubelskiego, w których zdobyliśmy 1. miejsce (w futsalu – przyp. red.) Z kolegami w mojej kategorii wagowej i wiekowej mogę jeszcze pobawić się i pobiegać. Bardzo płynnie przeszedłem z tego czasu, gdy grało się w piłkę. Ten moment, z którym wielu piłkarzy sobie nie radzi i ma duże problemy, by z dnia na dzień odciąć się od piłki, muszę przyznać, że mi przyszedł bardzo łatwo i gładko. Nie mam najmniejszych problemów z tym że bieganie po zielonej murawie nie jest już dla mnie.

Czy jeśli kiedyś pojawi się propozycja powrotu do Hetmana Zamość, to przyjmie ją Pan?

Uważam, że za wcześnie, żeby na takie pytanie odpowiadać. W tej chwili odpoczywam od piłki. Trudno mi powiedzieć. Zależy kto by mnie do tego powrotu namawiał i jakich argumentów użyłby. Myślę, że dopiero wtedy bym się nad tym zastanowił.

Co uważa Pan na temat trenera Pawła Babiarza?

Nie znam na tyle osobiście trenera Pawła Babiarza ani jego warsztatu, żebym był upoważniony do wypowiadania się na jego temat. Ze swojej strony życzę mu jak najlepiej w jego pracy z Tomasovią oraz zrealizowania postawionych celów.

Czy jakiś mecz lub któraś z bramek zdobytych na poziomie Ekstraklasy zapadła Panu najbardziej w pamięć?

Powiem szczerze, że jest mi bardzo miło i aż ciarki mnie przechodzą po plecach na wspomnienia o ekstraklasowych rozgrywkach. Na pewno moja debiutancka bramka zapadła mi w pamięć, bo dała nam trzy punkty w meczu Odry Wodzisław Śląski z Lechem Poznań (2. kolejka I ligi w sezonie 2002/2003 – przyp. red.) Może nie była specjalnej urody, ale dla mnie osobiście miała duże znaczenie. Samą akcję pamiętam do dzisiaj. Bardzo silna piłka zagrana wzdłuż linii bramkowej i praktycznie z najbliższej odległości na wślizgu wpakowałem ją do bramki. Bardzo dobrze pamiętam również trafienie przeciwko Wiśle Kraków na boisku w Wodzisławiu (10. kolejka I ligi w sezonie 2002/2003 – przyp. red.). Graliśmy z zespołem, który był naszpikowany gwiazdami. Tym samym, który parę dni temu grał jak równy z równym w europejskich pucharach z FC Schalke 04, czy Lazio Rzym, z którym odpadł w IV rundzie. Nagle przyjechali, że tak powiem na jakąś prowincję, a do przerwy przegrywali 0:3 (śmiech). Gola wtedy zdobyłem w firmowy sposób. Przeskoczyłem praktycznie wszystkich obrońców i z łatwością skierowałem głową piłkę do bramki. Uważam, że ten mecz był mega trudny. To łatwe prowadzenie po pierwszej połowie, było pewnie przez lekkie zlekceważenie Wisły. W drugiej połowie rywale natarczywie nas napierali i skończyło się 3:2.

Panie Trenerze, w jakich reprezentacjach upatrywałby Pan faworytów Euro 2021 i ze względu na to, że sam był Pan snajperem, kto będzie cieszył się z korony króla strzelców tej imprezy?

Myślę, że o faworytów trzeba spytać bukmacherów. W Europie jest tyle markowych zespołów, że upatrywać w kimś faworyta, jest niezmiernie trudno. Jest Francja, Niemcy, Anglia, czy Hiszpania. Ja nieco odbiegnę od tego stereotypu i zaryzykuję stwierdzenie, że moim cichym faworytem jest Holandia. To drużyna, która borykała się z różnymi problemami i nie zdołała awansować do wcześniejszych rozgrywek. Ma mieszankę zawodników, którzy przykładowo w Ajaxie Amsterdam już zdobywali szlify i grali z najlepszymi w Europie. Sporo rzeczy musi się złożyć na to, by ktoś został Mistrzem Europy. Gdy dopisze odrobina szczęścia, to Holandia może okazać się czarnym koniem turnieju. Natomiast co do drugiej części pytania, to jest ono jeszcze trudniejsze. Jedno jest pewne. Najlepszego zawodnika w Europie, to mamy my. Problem polega na tym, że Robert Lewandowski raczej króla strzelców na Euro nie zdobędzie. To, że ktoś jest wybitnym zawodnikiem to jedno, ale piłka nożna jest sportem zespołowym i do tego musi zagrać cała kapela. My nie mamy na ten moment takiego potencjału, aby bić się o najwyższe lokaty w Europie. Niemniej jednak życzę mu tego bardzo, choć szanse wydają się znikome. Myślę, że piłkarzem, który mógłby z nim rywalizować, jest oczywiście Cristiano Ronaldo. Sądzę też, że może znajdzie się jakiś inny, być może z drużyn, które mają słabszą grupę, jak chociażby Romelu Lukaku z reprezentacji Belgii.

Który obecnie polski piłkarz budzi w Panu szacunek?

Myślę, że w powyższym pytaniu już odpowiedziałem. Tylko teraz, dlaczego budzi szacunek? Patrzę trochę z innej perspektywy na Roberta Lewandowskiego, bo bardzo imponuje mi w nim to, jak rozwinął się i jak pracował nad elementami, które mógł poprawić. Pamiętam go z czasów, gdy grał czy w Lechu Poznań, czy w Borussii Dortmund. Jego rozwój osobisty był ogromny. Robert wcześniej rzutów karnych nie strzelał, a nawet jeśli to nie tak, że praktycznie bezbłędnie. W tej chwili na świecie to nie wiem, czy jest ktoś, kto wykonuje je skuteczniej od niego. Podobnie z rzutami wolnymi. Teraz gdy do nich podchodzi, to można liczyć, że umieści piłkę w bramce. Jeśli chodzi o grę głową na tej pozycji, to postęp również jest kolosalny. Jego siła fizyczna w poprzednich latach nie była aż tak dobra, jak i gra tyłem do bramki. W tej chwili ciężko jest go przepchać. Być może tylko Cristiano Ronaldo, który też jest skuteczny z jedenastek, czy w grze głową może się z nim równać. Wielkie słowa uznania dla Roberta za to, co osiągnął i przede wszystkim, że zrobił to z premedytacją, by poprawić każdy parametr, który tego wymagał. Dodatkowo imponuje mi cecha takiego typowego napastnika, która świadczy o tym, że jest samolubem. On chce strzelać bramki i czuje niedosyt, nawet wtedy, gdy drużyna prowadzi, a on nie wpisze się na listę strzelców. Uważam, że dla młodych chłopców jest to wzór, który pokazuje, jak taki rozwój powinien u piłkarza wyglądać.

Jaki jest Pana rekord w wyciskaniu oraz jakimi hantlami Pan teraz ćwiczy?

(Śmiech) Pytanie interesujące, choć nie wiem, czy kogoś z kibiców zainteresuje taka informacja. Nie ukrywam, że w miarę regularnie staram chodzić się na siłownię i mimo wszystko dbam o to, żeby się usprawniać. Praca na siłowni nie jest mi obca. Mój rekord to jest 135 kilogramów w wyciskaniu. Jeśli chodzi o hantle, to teraz nie ćwiczę na dużych, ponieważ lekko przemodelowałem swój trening i bardziej skupiam się na wszechstronnym treningu siłowym. Z tego, co sobie przypominam, to ostatnio ćwiczyłem z 30-kilogramowymi hantlami. Swego czasu ćwiczyłem i pięćdziesiątkami, ale to było dawno. Teraz już nie wchodzę na takie ciężary.

Na koniec chciałbym bardzo podziękować za wszystkie skierowane do mnie pytania oraz wszystkim życzyć dużo zdrowia i wytrwałości w tym trudnym okresie!

fot. Tomasz Tomczewski (archiwum)