Zostań w domu i zapytaj zawodnika: Sebastian Orzędowski (Odpowiedzi)

Zostań w domu i zapytaj zawodnika: Sebastian Orzędowski (Odpowiedzi)

Ostatnim przepytywanym piłkarzem pierwszej części cyklu “Zostań w domu i zapytaj zawodnika” jest były kapitan Avii Świdnik, a obecnie zawodnik Świdniczanki Świdnik Mały, Sebastian Orzędowski. Zapraszamy do zapoznania się z odpowiedziami Sebastiana na pytania zadawane przez czytelników. 

Czy mogłeś wycisnąć więcej ze swojej kariery?

Mogłem i najbardziej żałuję tego, że tak krótko byłem w Wiśle Puławy (od lipca 2010 do lipca 2013 – przyp. red.), bo w tym klubie były spore możliwości. Popełniłem trochę błędów w tamtym czasie i między innymi dlatego moja kariera czy przygoda z piłką nie rozwinęła się dalej.

Jak wspominasz swój pobyt w Puławach?

Bardzo dobrze. Pewnie też dlatego, że mieliśmy super drużynę. Każdego znałem czy to z Avii Świdnik, czy z innych zespołów, czy z kadry województwa. Dobry skład skompletował też trener Mariusz Sawa, który zebrał ciekawych zawodników i dzięki temu udało się awansować do II ligi.

Czy po zakończeniu kariery zamierzasz zostać trenerem?

Nie ciągnie mnie do tego. Kiedyś pomagałem koledze w grupach młodzieżowych i owszem, była to fajna przygoda, jednak nie dla mnie. Być może to się jeszcze zmieni, tego nie wiem.

Z jakich powodów odszedłeś z Avii Świdnik?

To raczej pytanie do prezesa klubu (Radosława Szczerby – przyp. red.). Avia Świdnik przez kilka dni nie miała trenera (czerwiec 2019 – przyp. red.) i to właśnie wtedy została podjęta taka decyzja, także odszedłem z nie swoich powodów.

Dlaczego wśród obecnej młodzieży w Świdniku próżno szukać godnych następców jak chociażby Bartłomiej Teodorowicz, Michał Maciejewski czy właśnie Ty?

Uważam, że w Świdniku jest sporo zdolnej młodzieży. Problem w tym, że już od najmłodszych lat ci najzdolniejsi chłopcy są podbierani przez inne kluby, na przykład Motor Lublin czy Wisłę Puławy. Zostają oczywiście nieliczni, jak Dawid Wójcik czy Sebastian Plesz, ale to są już ginące roczniki. Nie wiem, jak wygląda sytuacja z juniorami młodszymi. W drugim zespole jest kilku ciekawych chłopaków, ale oni raczej nie dostają szansy na grę w pierwszej drużynie i dlatego tak to wygląda.

Jak byście sobie poradzili w IV lidze jako Świdniczanka Świdnik Mały?

Wydaje mi się, że bylibyśmy solidnym średniakiem. Można powiedzieć, że na papierze mamy IV-ligowy skład. W zimie mierzyliśmy się w sparingach z zespołami z tego poziomu i nasza gra nie wyglądała źle. Zachwytu oczywiście nie było, bo wiemy, że mogliśmy dać z siebie więcej.

Jak zatem oceniasz poziom organizacji w Świdniczance?

Byłem zaskoczony, jak to funkcjonuje w tym klubie. To jest VI poziom rozgrywkowy, a organizacja jest podobna do tej w III lidze. Można nawet tak się poczuć.

Jakie jest Twoje zdanie na temat współpracy Świdniczanki z Avią Świdnik? 

Dobrze, że ta współpraca jest, bo mamy, gdzie trenować w zimie (śmiech). Jest to pytanie do prezesów tych klubów, ale gdybym miał odpowiedzieć, to jestem zadowolony z tego, że Świdniczanka i Avia ze sobą współpracują, i nie ma co rozwijać tego tematu.

Czy jest jakaś pozycja na boisku, na której nie występowałeś podczas oficjalnego meczu?

Wydaje mi się, że nie zagrałem, jako najbardziej wysunięty napastnik.

Czy zgadzasz się z opinią, że jeszcze jako junior grając dwa mecze pod rząd w juniorach młodszych i starszych mogłeś zostać “zajechany” przez trenerów?

Oficjalnie nigdy nie grałem dwóch takich meczów z rzędu, bo nie mogłem. A nieoficjalnie to nie (śmiech).

Do kibiców dotarła informacja, że kilka dni temu zostałeś tatą. Jak czujesz się w tej roli?

Dopiero kilka dni spełniam się w tej roli, ale na pewno jest to uczucie nie do opisania. Cały świat przewraca się do góry nogami, bo nagle ma się taką małą osóbkę, na którą ciągle zwraca się uwagę. Polecam każdemu (śmiech).

fot. Świdniczanka Świdnik Mały (archiwum)

0 0 vote
Article Rating