Piotr Mazurkiewicz: Pokazaliśmy, że nasza praca nie idzie na marne (Wywiad)

Piotr Mazurkiewicz: Pokazaliśmy, że nasza praca nie idzie na marne (Wywiad)

– Lubię dobry futbol, który sprawia wiele radości – mówi Piotr Mazurkiewicz. Biorąc pod uwagę zdobycie dwóch najważniejszych trofeów, śmiało można stwierdzić, że zielono-czarne w minionym sezonie taką piłkę właśnie zaprezentowały. Z trenerem mistrzyń Polski porozmawialiśmy o tym, jaką drogę przeszedł zespół, by być najlepszą drużyną w kraju, czy Górniczki stać na sukces w Lidze Mistrzyń i obronę tytułu. Nie zabrakło także pytania o trwające mistrzostwa świata w piłce nożnej. Zapraszamy do lektury!

Anna Sobka – LUBSPORT.PL: Jak w Łęcznej wyglądało świętowanie mistrzostwa kraju i Pucharu Polski?

Piotr Mazurkiewicz (trener Górnika Łęczna): Pyta pani czy była impreza (śmiech)? Świętowanie oczywiście było. Na uroczystym zakończeniu sezonu pojawili się przedstawiciele miasta Łęczna i miasta Lublin. W grach zespołowych dokonaliśmy historycznej rzeczy, bo w regionie poza nami i piłkarkami ręcznymi MKS Perła Lublin nikt nie zdobył mistrza kraju. Jest to bardzo znaczące osiągnięcie, więc było bardzo miło i sympatycznie, ale mamy świadomość, jaka odpowiedzialność na nas teraz spoczywa.

Co zaważyło na tym, że to właśnie w sezonie 2017/2018 Górnik Łęczna sięgnął po dwa najważniejsze trofea w kobiecej piłce?

Najkrócej mówiąc: systematyczna praca. Pracę w Górniku rozpocząłem w 2014 roku. Oceniając poziom zespołu, znając organizację i infrastrukturę klubu, wiedziałem, że możemy o te najwyższe trofea walczyć. W sporcie nigdy nie ma tak, że ktoś jest skazany na sukces, co potwierdzają obecne mistrzostwa świata. Tutaj też nie było tak, że przyszedł Piotr Mazurkiewicz i jest sukces. Wiele czynników musiało się zgrać na to, żeby mistrzostwo i puchar trafiły do Łęcznej. Co roku systematycznie się wzmacnialiśmy, a przy tym nie zapominaliśmy o młodych zawodniczkach, które wprowadzamy na boisko. Ktoś może powiedzieć, że Medyk Konin się osłabił i stąd to wszystko, ale warto zauważyć, że ten sam Medyk Konin grał z nami w rundzie jesiennej i przegrał 3:4. W okienku transferowym pojawiły się ubytki, które trudno było zastąpić. Ja zresztą powtarzałem, że to Czarni Sosnowiec będą najgroźniejszym rywalem i nie pomyliłem się. Inna sprawa, że Czarni pogubili punkty na początku i trudniej im się potem grało.

Wiele osób ze środowiska piłkarskiego podkreślało, że ta wygrana 4:3 z Medykiem Konin w rundzie jesiennej była przełomowym momentem. Pan się z tym zgadza?

Przegrywaliśmy już wtedy 1:3, ale wiedziałem, że tego meczu nie przegramy. Widziałem, jak fizycznie na naszym tle wyglądały przeciwniczki. Zmieniłem ustawienie na bardziej ofensywne. Ania Sznyrowska poszła wtedy do przodu. Strzeliliśmy drugą bramkę i to był impuls do dalszej walki. Dziewczyny uwierzyły, że Medyk Konin jest do ugryzienia i pociągnęły tę grę do końca, bo do sezonu były fantastycznie przygotowane. My nie traciliśmy punktów, a rywalki tak i nagle z -2 zrobiło się +10. Udowodniliśmy, że byliśmy lepszą drużyną.

W trakcie sezonu był taki moment, że długo przed koronacją większość osób wieszała złote medale na szyjach piłkarek Górnika, co z pewnością wywoływało presję. Odetchnął Pan, kiedy ta przewaga na trzy kolejki przed zakończeniem sezonu była już wystarczająca?

Zdobyliśmy mistrzostwo Polski, ale apetyt rośnie w miarę jedzenia. Przed nami był jeszcze Puchar Polski, więc dlaczego mielibyśmy po niego nie sięgnąć? Jednak w takim momencie najtrudniej jest utrzymać poziom koncentracji. Przed nami były jeszcze trzy spotkania. Czarni Sosnowiec walczyli o wicemistrzostwo. Nie mogłem wystawić zawodniczek, które grały mniej, bo jest coś takiego jak fair-play. Z doświadczenia też wiem, że gdybym dał odpocząć tym, które rozegrały najwięcej minut, to później miałbym problem, żeby w finale Pucharu Polski ich koncentracja została utrzymana. Po meczu z AZS-em PWSZ Wałbrzych, po którym zapewniliśmy sobie mistrzostwo, emocje trochę opadły, ale wiedzieliśmy, że przed nami tylko i aż jeden mecz, w którym nie możemy popełnić błędu.

Co było trudniejsze do zdobycia, mistrzostwo czy puchar? Czy w ogóle można to jakoś porównać?

Myślę, że nie. Pracuje się po to, żeby zdobywać tytuły. Moim celem jest to, żeby poziom zawodniczek w kobiecym futbolu z roku na rok się podnosił. Jak to zrobić? Trzeba odpowiednio szkolić i trenować cały czas. Mam satysfakcję, jak widzę, że nasze zawodniczki wykonują dobrze pracę. To skutkuje dobrym wynikiem na boisku, dlatego nie patrzę na te dwa tytuły w taki sposób. Fajnie jest oczywiście je zdobyć. Cały czas spotykam się przez to z sympatią innych ludzi. Na konferencji szkoleniowej w Anglii, w której miałem przyjemność uczestniczyć, stałem trochę z boku, bo wszyscy wiedzą, które miejsce zajmujemy na świecie. Jeden z koordynatorów powiedział, że to nie ma znaczenia, ponieważ zdobyliśmy mistrzostwo w kraju, w którym żyje blisko 40 milionów ludzi. Osiągnęliśmy sukces właśnie swoją pracą.

Zostańmy przy wspomnianej przez Pana konferencji, bo dotyczyła ona m.in. rozwoju kobiecej piłki. Czy nasuwają się Panu po niej jakieś wnioski?

Świat nam tak odjechał, że możemy do tego pociągu już nigdy nie wsiąść. Jeśli nie zrobimy radykalnego rachunku sumienia dotyczącego kobiecego futbolu, to będzie problem. Anglicy pokazali nam, od dołu do góry, jak to u nich jest rozwinięte. Trzeba stworzyć pewien system i kurczowo się go trzymać. Oczywiście idea może być najpiękniejsza, ale bez środków ona nie przetrwa. Jestem pasjonatem, więc dla mnie granie i trenowanie to jest przyjemność, ale proszę mi wierzyć, że to nie są kolosalne pieniądze.

W Polsce w dalszym ciągu zainteresowanie kobiecą piłką jest mniejsze niż męską. Jeśli chodzi o media, to one na pewno przybliżyły się do Górnika, a jak to wygląda z kibicami?

Portal Łączy Nas Piłka dwa razy transmitował nasze mecze i trzeba podziękować za to prezesowi Zbigniewowi Bartnikowi, który jest szefem kobiecego futbolu w PZPN-ie. Zawsze tak jest, że sukces napędza koniunkturę. U nas świetną pracę wykonały Mariola PanasiukNatasza Górnicka, jako koordynator i inne zawodniczki, które wychodzą do dzieci i pracują z nimi. Kiedy dziecko przyjdzie na mecz, to przyprowadzi rodzica i od razu mamy więcej osób. Matematyka w tym przypadku jest prosta. Pokazaliśmy, że nasza praca nie idzie na marne. Media nie będą mogły przejść obojętnie obok tego, co się stało, ponieważ to jest sukces na skalę krajową.

W kobiecej piłce daje się zauważyć pewien trend. Jeśli jakaś drużyna wiedzie prym, to już przez kilka lat. Tak było z Unią Racibórz, potem z Medykiem Konin. Czas na Górnika Łęczna?

Podchodzimy do tego bardzo ostrożnie. To nie jeden czynnik decyduje o sukcesie, o czym już wspominałem. Pracujemy z ludźmi, a to nie są maszyny, które można wymienić. Będziemy robić wszystko, żeby obronić tytuł. Najważniejsze jest jednak to, żebyśmy zrobili kolejny krok ku rozwojowi klubu.

Wiadomo, że Anna Sznyrowska i Dominika Kwietniewska zakończyły kariery. Ktoś jeszcze odchodzi z klubu?

Nie mam żadnych sygnałów na ten temat. Wręcz przeciwnie. O nazwiska, które przyjdą, proszę mnie nie pytać (śmiech). Dopóki kontrakt nie jest podpisany, nie ma co o tym mówić.

Jasne, ale myślę, że o Ewelinę Kamczyk można zapytać. Czy ją trudno było zatrzymać w Łęcznej?

Rozmawialiśmy bardzo długo. Wiem, że Ewelina darzy mnie dużym zaufaniem, jako trenera i na pewno nie robilibyśmy jej problemów. To jest już dojrzała kobieta, ale wejście do nowego środowiska nie jest łatwe. W niektórych miejscach nie ma sentymentów, mimo że Ewelina ciągle podnosi swoje umiejętności. Gdyby zdecydowała się na odejście, to bym ją oczywiście wspierał i jestem przekonany, że poradziłaby sobie. Tylko szaleniec chciałby pozbyć się takiej zawodniczki jak Kamyk. Decyzja należała jednak do niej.

Jak Pan ocenia losowanie turnieju eliminacyjnego do Ligi Mistrzyń?

Jeśli będziemy silni fizycznie i mentalnie, to mamy szansę na wyjście z grupy. W piłce nożnej nie ma łatwych meczów. Nazwy robią wrażenie, ale to nie są ekipy nie do przejścia. Nie jesteśmy na straconej pozycji i możemy śmiało walczyć.

Z Glasgow City Pana drużyna mierzyła się w tym roku na turnieju halowym w Poczdamie. Czy to spotkanie można brać pod uwagę w kontekście rozpracowywania przeciwnika?

Zwróciłem uwagę tylko na umiejętności piłkarskie, czyli jak ktoś przyjmuje piłkę czy rozgrywa. Teraz będziemy grać na większym boisku, dlatego Kamczyk będzie miała więcej możliwości. Emilka Zdunek jest kreatywna w przodzie, a tam możemy sobie stworzyć kilka sytuacji.

Łęczna ubiegała się o organizację eliminacyjnego turnieju, ale bez efektu. Jest rozczarowanie?

Warunki w Łęcznej mamy bardzo dobre, ale tak zadecydowała UEFA. Szkoda. Mamy jednak nadzieję, że wyjdziemy z grupy i przyjadą do nas inne ekipy. Nic straconego. Wszystko zależy od nas.

Jak będą wyglądały przygotowania do nowego sezonu?

9 lipca wyjeżdżamy na towarzyski turniej do Szawle, gdzie wystąpią cztery ekipy. Najważniejsze jest to, żeby dziewczyny jak najwięcej tam pograły i żebyśmy znaleźli optymalne ustawienie. Od 16 lipca będziemy trenować u siebie, a pięć dni później jedziemy do Niemiec i rozegramy sparing z Turbine Poczdam.

Pierwsze mecze w Ekstralidze kobiet z udziałem Górnika będą przełożone?

Tak. W życiu bym nie wpadł na pomysł, żeby zaryzykować przed takim turniejem choćby jakąś kontuzją. Mamy fajną grupę i czuć, że nasze zawodniczki są podekscytowane. Dla mnie, jako trenera, spotkać się na arenie międzynarodowej w takim turnieju to też jest nowość. Jestem potrójnie dumny z tego powodu.

Jaki jest cel na sezon 2018/2019?

Nie zmienia się. Poprzednio walczyliśmy o mistrza i puchar. Teraz również, ale z tą różnicą, że jesteśmy zespołem, który będzie tego bronił. Po drugiej stronie też będzie ekipa, która będzie chciała zwyciężyć. Trzeba zrobić wszystko, żeby wygrać, ale nie można popaść w szaleństwo. To jest widowisko i ma być ono przyjemne. Mają przyjść kibice i miło spędzić czas, po to, żeby dzień później mogli powiedzieć, że idą na mecz Górniczek, bo im się to podoba. W takich kategoriach to postrzegam.

Nie sposób ominąć tematu mistrzostw świata. Kto jest Pana faworytem i gdzie w tym wszystkim obrońcy tytułu?

Mam wrażenie, że my nie patrzymy na swoje podwórko, tylko cieszymy się, że Niemcy odpadli. Oni się podniosą, a to tylko pokazuje, że nikt nie jest skazany na sukces. Korea Południowa postawiła na bardzo prostą taktykę. Dziesięciu zawodników stało w szesnastce, dobrze się przesuwali, byli szybcy i zdeterminowani w osiągnięciu celu. Jedna z niewielu akcji zakończyła się bramką. Większość ekip na tym turnieju broni i wychodzi z kontrą. Faworyta nie mam, ale myślę, że po 1/8 będzie wiadomo, co potrafią niektóre zespoły. Teraz nastąpi weryfikacja. Lubię po prostu dobry futbol, który sprawia radość.

fot. GKS Górnik Łęczna (archiwum)