Kadra jest zamknięta – Wywiad z prezesem Azotów Puławy

W poniedziałek puławscy szczypiorniści zakończyli pierwszy obóz w Zakopanem. Zespół obecnie będzie trenować na miejscu w hali, a kolejny wyjazd ma w sierpniu do Kalisza informuje w wywiadzie dla Lubsport, Jerzy Witaszek. Prezes ponadto odpowiada na pytania dotyczące celów w Challenge Cup, powiększenia ligi, relacji trenera z zawodnikami oraz sytuacji kadrowej. 

Czy potwierdza pan to, o czym ostatnio mówił nam Marcin Kurowski, że prawdopodobnie zrezygnujecie z Petara Topicia?

Tak, potwierdzam. Na chwilę obecną kadra jest kompletna, liczy szesnastu zawodników, czyli tak jak zapowiadaliśmy. Mamy wystarczającą ilość bramkarzy, trzech leworęcznych rozgrywających (Przybylski, Savić, Kowalik), a pozostałe pozycje są “podwójne”. Jeżeli będą jakieś ubytki z powodu kontuzji, to do kadry dołączą najzdolniejsi juniorzy.

Dlaczego podjęto rozmowy w sprawie Topicia, a potem je przerwano?

Do nas zgłaszało się wielu zawodników, między innymi Topić, media podchwyciły sprawę Petara, a my zgodnie z prawdą nie zaprzeczaliśmy temu. Tak to wyglądało. Faktycznie, byliśmy w kontakcie z tym zawodnikiem, ale nie były to jakieś wiążące rozmowy. Ogłosiliśmy jednoznacznie, że będziemy mieli szesnastu graczy, bez sensu jest trzymać trzydziestu zawodników.

Czyli cała szesnastka już teraz jest w Puławach, Prce i Savić dołączyli już do zespołu?

Tak, nie byli z nami na obozie wprowadzającym w Zakopanem, podobnie zresztą jak kilku reprezentantów swoich krajów, ale dołączyli już do nas. Wyjątkiem wśród reprezentantów był Piotr Masłowski, który lubi biegać po górach i niejako poprosił trenerów o możliwość wyjazdu do Zakopanego. Teraz jesteśmy już w komplecie i zaczynamy właściwe przygotowania.

Jak wyglądają najbliższe plany zespołu?

W górach mieliśmy treningi wprowadzające, zawodnicy chodzili na siłownię, wychodzili w góry, przy gorszej pogodzie mieli zapewnione wejście na halę. Od wtorku zaczęliśmy właściwe przygotowania. Szesnastka będzie trenować dwa tygodnie u nas w hali, nieraz będzie miała zajęcia w siłowni. Następnie w sierpniu wyjeżdżamy do Kalisza, a w drugim tygodniu sierpnia prawdopodobnie zmierzymy się dwukrotnie z jednym z litewskich zespołów. Czekamy jeszcze na ich potwierdzenie. W połowie sierpnia wyjeżdżamy do Macedonii, skąd po pięciu dniach przenosimy się na kolejny turniej, tym razem do Bośni i Hercegowiny. Czyli całe przygotowanie turniejowe odbędzie się na Bałkanach. 25 sierpnia kończymy turnieje, wracamy do Puław, gdzie rozegramy jeszcze jeden sparing.

Sporo ostatnio mówi się o powiększeniu PGNiG Superligi…

My Polacy mamy to do siebie, że lubimy zmieniać często coś, co jest dobre. Gdyby ktoś mnie spytał, czy jestem za zmniejszeniem ilości zespołów w Ekstraklasie, to powiem, że nie – to obniży poziom sportowy. Jeżeli ktoś znajdzie system lepszy od play-off, zwiększy tym samym liczbę drużyn – wówczas jestem za. Jeżeli nie, to aktualny system jest odpowiedni. Według mnie system play-off jest najbardziej korzystny dla rozwoju piłki ręcznej – do końca trzyma w napięciu, wszyscy mają realne szanse żeby wywalczyć złoty medal. Wygrywa drużyna, która jest najbardziej wytrzymała, ma najmniejsze problemy z kontuzjami zawodników i ma szczęście. Poza tym play-offy mają to do siebie, że są medialne, telewizja je chętnie transmituje, łatwiej jest pozyskać sponsorów. Tak czy inaczej ja muszę zajmować się budową swojego klubu, a jako członek Polskiego Związku Piłki Ręcznej muszę akceptować wszystkie decyzję władz.

Wiadomo, że już na pewno zagracie w Challenge Cup. Kogo chciałby pan uniknąć lub wręcz przeciwnie wylosować w tym pucharze?

Jesteśmy wysoko rozstawieni i na tę chwilę jeszcze nie analizowałem tego, z kim chcielibyśmy grać a z kim nie.

Jaki jest cel drużyny w Challenge Cup?

Cel zawsze jest taki, żeby zrobić krok dalej. Byłoby bardzo miło, jeśli po prostu wygralibyśmy w tym sezonie ten puchar.

Jak przebiega integracja trenera z zespołem?

Można powiedzieć, że zgrywa się z zespołem, coraz więcej rozmawiamy i coraz lepiej się rozumiemy. Rozmawiamy dużo po polsku.

Jakie pierwsze polskie słowa poznał szkoleniowiec, a jakie sprawiają mu więcej trudności?

Jego pierwsze słowa po polsku, to tak jak w przypadku każdego innego obcokrajowca – dzień dobry, dziękuję, przepraszam. Słowa, które nauczył się później, które sprawiają mu mnóstwo problemów, to krzyżówka, Łyżwa, Grzelak, Grzesiek. Jednak trener coraz lepiej i coraz wyraźniej mówi. Tak więc nie będzie żadnej bariery językowej. Tym bardziej, że Marko Tarabochia już po trzech miesiącach nauczył się mówić swobodnie po polsku i w razie potrzeby włącza się i tłumaczy.

0 0 vote
Article Rating