Padwa z receptą na lidera

Padwa z receptą na lidera

Padwa Zamość wciąż niepokonana na własnym parkiecie. Podopieczni Tomasza Czerwonki wygrali w sobotę z liderem grupy IV II ligi – MOSiR-em Bochnia po serii rzutów karnych. Tym samym szczypiorniści z województwa lubelskiego, wraz z dzisiejszym rywalem i AZS UJK Kielce oraz Wisłą Sandomierz, mieszczą się w tylko trzech punktach. Do końca sezonu pozostało tylko pięć kolejek.

Sobotnie spotkanie, patrząc na same statystyki bramkowe, można nazwać starciem braci Tomasza Szymona Fugieli z resztą świata. W premierowej połowie jedynym graczem Padwy, który nie nosi nazwiska Fugiel, a wpisał się na listę strzelców, był Adrian Adamczuk. Sam rezultat przez pierwsze 21 minut był wyrównany, a prowadzenie przechodziło z rąk do rąk. W 27. minucie MOSiR Bochnia wygrywał 13:10 i z taką przewagą udał się na kwadrans przerwy.

Po zmianie stron drużyna z południa kraju podwyższyła prowadzenie do czterech goli (16:12, 18:14). To mogło złamać ekipę Tomasza Czerwonki. Tak się nie stało. Dwa razy trafił Tomasz, a raz Szymon Fugiel. W 38. minucie obie drużyny znów miały kontakt. Po kolejnym braterskim dublecie z początku drugiego kwadransa gospodarze wreszcie doprowadzili do remisu. W 49. minucie arcyważnego gola zapisał na swoje konto Tomasz Samoszczuk – było wówczas 21:20. Na blisko 300 sekund przed końcem miejscowi mieli w zapasie dwa trafienia, jednak szybko dali gościom wyrównać. Pod koniec spotkania Padwa miała w zapasie bramkę i piłkę w ataku, lecz bochnianie znów pokazali się z dobrej strony, doprowadzając do rzutów karych. Decydujący gol padł tuż przed końcem. Karol Drabik był bliski interwencji na wagę trzech punktów… – Główną przyczyną był nasz pośpiech w ataku. Należało pograć jeszcze kilka sekund. Ten remis tym bardziej boli. Być może trzeba było oddać rzut? – zastanawia się Czerwonka.

W serii rzutów karnych na początku pomylił się Tomasz Fugiel. Zespół Marcina Bożka rzucał jako pierwszy i po swojej czwartej próbie wygrywał już 4:2. Bramka Szymona Fugiela, obrona rzutu jednego z gości, trafienie Krzysztofa Bigosa – tak wyglądała druga część czwartej oraz piąta kolejka. Oznaczało to przejście do tzw. nagłej śmierci. Na 5:4 trafił młodszy, który zrehabilitował się za wcześniejszy błąd. Kolejny rzut, w wykonaniu Tomasza Wolnika, obronił Karol Drabik.

W weekend 7-8 kwietnia Padwa zagra w Przeworsku z Orłem.

KOMENTARZ TRENERA

Tomasz Czerwonka: – Graliśmy zbyt mało piłek do skrzydeł, niewiele podań było adresowanych do koła. Radość oczywiście jest. Dziś, podobnie jak z AZS UJK, wygraliśmy po karnych. Z jednej strony – wielka radość dla kibiców, świetne widowisko. Z drugiej jest jednak niedosyt w postaci braku kompletu punktów. Czynników to warunkujących jest dużo. Bochnia postawiła nam naprawdę trudne warunki. Spodziewaliśmy się zagrożenia, rozpatrywaliśmy go ze strony Pawła ZubikaFilipa Pacha. Ale pozostali wzięli odpowiedzialność na siebie i zwolnili liderów ze zdobywania bramek. U nas tego minimalnie zabrakło. Możemy mieć do siebie pretensje za ostatnie dwie akcje, zarówno w obronie, jak i w ataku. Nie chcę brzmieć katastroficznie. Dwa – szkoda, że nie trzy – punkty i fani, to największy plus. Wracając do samej gry, w pierwszej połowie marnowaliśmy kontrataki. Defensywa niby była dobra, ale momentami brakowało pociągnięcia z niej szybkiego ataku. Mieliśmy rozpracowane zagrywki przeciwnika, doskonale wiedzieliśmy, co będą grać, a mimo to zdobywali z tego bramki. Koło po stronie bochnian było niezwykle mocną stroną. U nas brakowało recepty na bocheńskich obrotowych. Musimy w dalszym ciągu pracować nad wkomponowywaniem Tomasza Fugiela i nad tym, by drużyna dzięki jego obecności i umiejętnościom zyskiwała pewność siebie.

Padwa Zamość – MOSiR Bochnia 26:26, rk. 5:4 (12:15)

Padwa: Drabik, Bąk, Wnuk – Sz. Fugiel 11, T. Fugiel 11, Adamczuk 2, Samoszczuk 2, Sałach, Gałaszkiewicz, Maciocha, Pieczykolan, Kozyrski.

fot. Kazimierz Chmiel (archiwum)