Przykra niespodzianka w Konstantynowie Łódzkim

Przykra niespodzianka w Konstantynowie Łódzkim

Choć Włókniarz Konstantynów Łódzki to w realiach II-ligowego handballa – nie bójmy się słów – słaba drużyna, to rywalizacja na jej terenie nie należy do najłatwiejszych. O specyfice gry w konstantynowskiej hali w piątkowy wieczór przekonali się szczypiorniści AZS UMCS Lublin.

Mimo że w Konstantynowie Łódzkim mierzyły się druga i… druga od końca stawki siła, to i tak ten potencjalnie słabszy zespół – przez niemal całe 60 minut – nadawał ton wydarzeniom na boisku. W 9. minucie AZS UMCS Lublin wciąż nie miał na koncie choćby trafienia, mimo egzekwowania dwóch rzutów karnych. Włókniarz prowadził wówczas 3:2. Po nieco ponad kwadransie lublinianie wygrywali już 4:3 (trzy gole, w tym dwa z siedmiu metrów, Jakuba Bodziaka i bramka Michała Rogalskiego). Wydawało się, że sytuacja wraca do normy. Tak się nie stało. Kolejne minuty były bardzo wyrównane, a sama końcówka pierwszej odsłony należała do miejscowych. Z wyniku 7:7 zrobiło się 13:8, co oznaczało, że podopiecznych Patryka Maliszewskiego czeka niezwykle ciężkie pół godziny.

Po zmianie stron Włókniarz kontrolował przebieg wydarzeń na boisku. W 34. minucie zrobiło się 15:9. Co prawda, gdy dwa razy z rzędu na listę strzelców wpisał się Damian Włada, było „tylko” 16:12, jednak po chwili gospodarze znowu mogli zapisać sobie +6 w rubryce prowadzenie. Podobna sytuacja miała miejsce nieco później – w 46. minucie było 18:14, a po 120 sekundach – 20:14. Dopiero wtedy akademicy na poważnie wzięli się za odrabianie strat. W 54. minucie przegrywali 18:20 i mieli okazję na bramkę kontaktową. Przy stanie 21:18 obie strony myliły się i kolejne trafienie padło dopiero na niespełna dwie minuty przed końcem. Wynik 21:19 pozostawiał cień nadziei na doprowadzenie choćby do rzutów karnych. Gol Marcina Trojanowskiego zamknął lublinianom marzenia. Ostatecznie konstantynowianie triumfowali 24:20.

W weekend 3-4 lutego AZS UMCS zagra u siebie z najlepszym w grupie III II ligi Jurandem Ciechanów.

KOMENTARZ TRENERA

Patryk Maliszewski: – Wyglądało to bardzo, bardzo słabo. W ataku nie zagraliśmy nic. Na samym początku przegrywaliśmy i dwa razy nie rzuciliśmy karnych. Doszliśmy rywala i do 20. minuty gra była wyrównana. Potem stanęliśmy i po zmianie stron trzeba było odrabiać pięć punktów straty. Druga połowa była podobna przebiegiem do pierwszej. Przegrywaliśmy już nawet sześcioma bramkami. Dopiero w samej końcówce doszliśmy na dwa gole i była szansa dogonić rywala. Zabrakło zimnej głowy, zabrakło kogoś, kto mógłby uspokoić nasze poczynania i rozegrać akcję do pewnej pozycji. Można było to jeszcze wyciągnąć, ale popełniliśmy błędy. Tych było zresztą w naszej grze naprawdę dużo – wielokrotnie gubiliśmy piłkę, podawaliśmy niedokładnie, co spowodowało wiele kontrataków ze strony gospodarzy. 20 bramek w godzinę to jak na nas bardzo słaby wynik… Rzeczywiście, w Konstantynowie jest bardzo gorąco. Przed rokiem wygraliśmy tam pewnie, ale zwykle rywal był bardzo groźny… Na początku lutego zagramy z liderem na własnym boisku, potem znowu czeka nas dwutygodniowa pauza. Liga jest nieco rozbita, ale te przerwy będziemy „łatać”, być może rozegramy jakieś sparingi, bo brakuje nam grania.

Włókniarz Konstantynów Łódzki – AZS UMCS Lublin 24:20 (13:8)

AZS UMCS: Pawliszyn, Kołodziejczyk – Kiełczykowski 5, Włada 5, Brodziak 4, Rogalski 2, Świąder 2, Drozd 1, Chwiejczak 1, Suwała, Nowak, Dziemiach, Dmytruk.

fot. Jakub Pecio (archiwum)