Zdaniem środowiska piłki ręcznej: Sezon w obliczu zagrożenia koronawirusem

Zdaniem środowiska piłki ręcznej: Sezon w obliczu zagrożenia koronawirusem

Związek Piłki Ręcznej w Polsce podjął decyzję o zawieszeniu do odwołania prowadzonych przez siebie rozgrywek w związku z zagrożeniem epidemiologicznym. Działacze zadecydowali również o przełożeniu zaplanowanego na 25 marca meczu eliminacji do Mistrzostw Europy kobiet, w którym reprezentantki Polski miały zmierzyć się w Lubinie z Rumunią. O treningi w trakcie wymuszonej przerwy i decyzję podjętą przez związek zapytaliśmy przedstawicieli sztabów szkoleniowych drużyn z regionu. Zapraszamy do lektury!

Robert Lis (MKS Perła Lublin):

Myślę, że tak jak we wszystkich sportach jest to decyzja spodziewana, która musiała zapaść i tu nie ma co dyskutować. Nie jesteśmy specjalistami od pandemii i epidemii. Jeżeli takie są zalecenia władz, to trzeba ich posłuchać. Tym bardziej, że sport bez kibiców jest bezsensowny. Dziewczyny pracują indywidualnie, bo nie możemy się spotykać. Każda ma rozpisany trening i ćwiczą same. Nie mam zielonego pojęcia, jak mogą wyglądać rozgrywki, jeśli będą kontynuowane. Czy priorytetem będą kwalifikacje olimpijskie, czy też reprezentacje narodowe. Scenariuszy jest bardzo wiele, a wszystko zależy od tego, ile to będzie trwało. Uważam, że z tygodnia na tydzień będziemy mądrzejsi.


Piotr Pezda (II trener Azotów Puławy):

W takich sytuacjach piłka ręczna na pewno schodzi na dalszy plan, a zdrowie czy nawet życie jest najważniejsze. Decyzję o zawieszeniu rozgrywek uważam za słuszną i nie ma co denerwować się na to, że to może oznaczać zakończenie rozgrywek, ale należy spokojnie czekać na rozwój wydarzeń. Staramy się jak najbardziej wykorzystać ten trudny okres, po to żeby w miarę możliwości zachować formę sportową. Zawodnicy mają indywidualne plany treningowe zawierające różne ćwiczenia na poszczególne partie ciała do zrealizowania w domu lub na świeżym powietrzu. Dodatkowo zostały im rozpisane treningi biegowe. Zachęcamy też do innych rekreacji, takich jak na przykład jazda na rowerze. Gracze dostali informację, że wszelkie treningi mają odbywać się w miejscach odosobnionych i w tej chwili nic więcej nie możemy zrobić. Kluczową kwestią jest to, że każdy zespół będzie miał tak samo, bo z tego co mi się wydaje, to nie ma możliwości, aby pracować w grupie. Będzie potrzebny czas, aby wrócić do zajęć z drużyną i treningu halowego w pełnym wymiarze.


Patryk Maliszewski (MKS AZS UMCS Lublin):

Myślę, że to słuszna decyzja, bo zdrowie jest najważniejsze. Sport to tylko sport. Jeśli zawodnicy, sztab szkoleniowy i cała otoczka nie będzie funkcjonowała, to nie będzie miał kto dla tych ludzi grać, jednak, żeby coś osiągnąć, trzeba być zdrowym. Teraz troszeczkę mniej intensywnie pracujemy. Idziemy przykładem wszystkich innych dyscyplin oraz kolegów i koleżanek z Puław i naszego pierwszego zespołu, gdzie dziewczyny dostają codziennie lub co drugi dzień rozpiskę, co mają robić. Próbujemy motywować zawodniczki do pracy. Wiadomo, że jest to zespół studencki, więc raczej nie wykonają tego w stu procentach, ale deklarują, że na pewno będą coś robić. Ważne żebyśmy nie byli bez formy, gdyby rozgrywki zostały wznowione. Bardzo chciałbym abyśmy wrócili do gry. Każdy by chciał, żeby wszystko zostało rozstrzygnięte w sportowy sposób. Przed nami mecze z ekipami z dołu tabeli i liczyliśmy na punkty z tymi drużynami. Jeżeli jednak będzie decyzja o przerwaniu ligi, to dostosujemy się do tego.


Piotr Dropek (Azoty II Puławy):

Decyzję o przerwaniu ligi oceniam bardzo pozytywnie. Mając na uwadze to, co dzieje się na świecie, gdzie coraz częściej słychać o kolejnych zarażeniach koronawirusem zawodników i ich rodzin, to jest to jak najbardziej słuszny wybór. Praktycznie cały klub nie pracuje. Z decyzji prezesa wszystko odbywa się zdalnie. Jesteśmy w kontakcie telefonicznym i mailowym, natomiast jako drużyna nie trenujemy. Zawodnicy mają dbać o siebie i wykazywać się odpowiedzialnością. Oczywiście w miarę możliwości mają wyznaczone zadania indywidualne, żeby dbali o swoją formę fizyczną w czasie oczekiwania na dalsze decyzje. Choć patrząc na przekazy medialne nie zanosi się na to, żebyśmy w najbliższym czasie wznowili treningi. Czekamy na decyzje związku dotyczącą tego, jak to wszystko będzie wyglądać. Aktualnie rozgrywki na każdym poziomie są zawieszone do odwołania. Wydaje się, że jest niewielka szansa na to, żeby wznowić ligę, bo nie wiadomo w jakim kierunku pójdzie pandemia. Patrząc na tempo jej rozwoju to nie sądzę, żeby rozgrywki zostały wznowione. Zostało jeszcze kilka kolejek i teraz niezwykle trudny byłby powrót do gry i rozegranie spotkań bez odpowiednich przygotowań, zajęć z piłkami i treningu drużynowego. Jednak nie mamy na to wplywu i dokończenie rozgrywek będzie zależało od decyzji związku.


Sławomir Bodasiński (II trener AZS-u AWF Biała Podlaska): 

Decyzja o zawieszeniu rozgrywek jest jedyną słuszną. Powiedziałbym nawet, że może zapadła trochę za późno. Jeśli chodzi o nasz zespół, to nie spotykamy się na wspólnych treningach. Zawodnicy mają swoje indywidualne programy, które mogą realizować w odosobnieniu. W obecnej sytuacji, należy zadać sobie pytanie, jak długo potrwa ta przerwa. Na razie mamy informację, że do odwołania. Tego typu sytuacje nie wpływają dobrze na zespół, choć czasami dają czas na to, aby wyleczyć kontuzje. Mimo tego częściowo traci się formę sportową. Myślę, że to nie jest jednak najważniejsze, a zdrowie, abyśmy wszyscy szli we wspólnym kierunku. Co do tego nie mam żadnych wątpliwości.


Marcin Czerwonka (MKS Padwa Zamość):

Zawieszenie rozgrywek to jedyna słuszna decyzja. Chyba jesteśmy dopiero na początku tej epidemii i sport nie jest w tym momencie najważniejszy. Spodziewam się przerwania ligi. To pesymistyczny scenariusz, ale tak może się skończyć. Możliwości jest sporo, nikt nie musi spaść z ligi albo można rozszerzyć grupy. Trzeba wybrać taki wariant, w którym nikt nie byłby poszkodowany. Mam jednak nadzieję, że rozgrywki zostaną wznowione. Zawodnicy dostali oczywiście rozpiski treningowe na czas tej wymuszonej przerwy. Trening indywidualny to nie jest to, czego byśmy oczekiwali, bo jednak piłka ręczna to sport zespołowy.  Jednak na wypadek wznowienia rozgrywek chcielibyśmy utrzymać dyspozycję chociaż w minimalnym stopniu. W warunkach domowych trudno będzie to zrobić, bo nie każdy ma sprzęt do tego przeznaczony. Myślę, że poziom wytrenowania organizmu i tak spadnie, co w wypadku wznowienia gry nie byłoby dobre, bo organizmy zawodników będą narażone na więcej urazów. Przyjmiemy każdą decyzję władz ligi.


Łukasz Achruk (AZS UMCS Lublin):

To bardzo dobra decyzja ze względu na zdrowie zawodników, kibiców i wszystkich, którzy brzydko mówiąc, kręcą się wokół hali. Zawsze jest zagrożenie, bo wirus przenosi się drogą kropelkową, przez bezpośredni kontakt, więc bardzo dobrze, że rozgrywki zostały zawieszone. Ciekawe ile potrwa ta przerwa. Jeśli chodzi o przygotowania, to trenujemy indywidualnie w domu. W miarę możliwości wszyscy wychodzą trochę pobiegać, ale oczywiście unikamy skupisk ludzkich. Robimy, co możemy według planów indywidualnych. Jeżeli rozgrywki zostaną wznowione, choć myślę, że tak może się nie stać, to będzie ciężko wrócić do rytmu grania. Na razie są to dwa tygodnie przerwy i po takim okresie nie byłoby większego problemu, ale zobaczymy. Wydaje mi się, że może to potrwać troszeczkę dłużej.


Marcin Stefaniec (UKS Olimpia Biała Podlaska):

Według mnie zawieszenie rozgrywek to mądra i rozsądna decyzja. Oczywiście każdy z nas chciałby grać i rywalizować w lidze, ale w tej chwili nie ma to większego znaczenia. Zdrowie jest najważniejsze. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że wszystko szybko wróci do normy. Podczas przerwy, która właśnie trwa, każdy zawodnik ma ustalone indywidualne treningi, aby w miarę możliwości podtrzymać formę. Myślę, że okres takiego roztrenowania będzie miał wpływ na formę szczypiornistów i aspekty motoryczne. Pamiętajmy jednak, że nie jesteśmy osamotnieni w tej sytuacji, bo przerwa dotyczy każdego zespołu.

 

Materiał został opracowany we współpracy Kacpra Ciukszy, Sebastiana Czobota, Mikołaja Długosza, Przemysława Flisa, Piotra Kmiecia, Huberta Kręglickiego i Macieja Janowskiego