Dlaczego lubelscy kibice mogą nie lubić play-offów? (Publikacja czytelnika)

Dlaczego lubelscy kibice mogą nie lubić play-offów? (Publikacja czytelnika)

Faza play-off w Nice 1. Lidze Żużlowej coraz bliżej. Z pierwszego miejsca wystartuje w niej beniaminek tegorocznych rozgrywek, Speed Car Motor Lublin. Ostatnie trzy występy Koziołków w rundach finałowych ligowych rozgrywek mogą przywoływać niekonieczne pozytywne skojarzenia kibiców i nasilać ich obawy przed najważniejszą częścią sezonu.

Sezon 2013 – skład oszczędnościowy

Tego roku Lubelski Węgiel KMŻ Lublin oglądało się w fazie zasadniczej zaplecza Ekstraligi przyjemnie, a na jej finiszu zespół zajął czwarte miejsce dające mu prawo walki o awans do elity. Klub ze względów finansowo-organizacyjnych o tym nie myślał. Do rundy finałowej Nice PLŻ w 2013 roku przystąpiły cztery najlepsze ekipy, którym zaliczono punkty z bezpośrednich pojedynków między nimi z sezonu zasadniczego. W finałach każdy jechał z każdym mecz i rewanż. Co jednak spowodowało, że lubelscy kibice po finiszu Nice PLŻ aż tak mocno zgrzytali zębami? Przegrywać mecze to jedno, ale manewr, na jaki zdecydowali się ówcześni włodarze klubu to drugie. Postanowili na mecze wyjazdowe wysyłać tak zwany skład oszczędnościowy. Z zawodników reprezentujących żółto-biało-niebieskie barwy w sezonie zasadniczym w ostatniej odsłonie ligowych zmagań regularnie pojawiała się tylko para młodzieżowców (Mateusz Łukaszewski, Arkadiusz Madej). A seniorzy? Trzon drużyny trenera Mariana Wardzały w 2013 roku stanowili Daniel Jeleniewski, Cameron Woodward, Paweł Miesiąc, Maciej Kuciapa, Karol Baran, Andriej Kudriaszow. W finałach rozgrywek na wyjazdach pojawiał się tylko ten ostatni, a poza nim jeździli zupełnie inni zawodnicy, tj. Jacek Rempała, Tadeusz Kostro, Michał Łopaczewski, Martin Gvenda, Kasper Lykkr Nielsen i Tomasz Piszcz. Niechlubnym przypadkiem było wysłanie do Daugavpils składu sześcioosobowego. Nic dziwnego, że mecze na obcych torach kończyły się dla Koziołków porządnym laniem. Z trzech finałowych potyczek na własnym torze rozstrojona drużyna wygrała jedną z łotewskim Lokomotivem. Tamte wydarzenia oczywiście oburzały kibiców. Czy taki zabieg klubu rzeczywiście uratował budżet? Dziś nie ma to znaczenia, ale niesmak i złe skojarzenia związane z decydującą fazą rozgrywek ligowych pozostały.

Sezon 2015 – kompromitacja i koniec klubu

Druga liga, brak poważnych sponsorów, pusta kasa, nieudolny zarząd. Sportowo jednak tragedii nie było, a zmagania podopiecznych trenera Jerzego Głogowskiego w Lublinie z Polonią Piła czy Wybrzeżem Gdańsk były zacięte, a co najważniejsze zwycięskie. Szeroką kadrę ówczesnego KMŻ Lublin tworzyli bracia Kamil i Emil Pulczyńscy, Ales Dryml, Timo Lahti, Sam Masters, Edward Mazur, Mathias Thoernblom, Patryk Malitowski, Ronnie Jamroży, debiutujący w lidze wychowanek Oskar Bober, Michał Nowiński, Damian Dąbrowski czy jadący jednorazowo jako gość śp. Krystian Rempała. Zespół zakończył rozgrywki zasadnicze na miejscu trzecim. Niestety przyszła faza play-off i to było pożegnanie z ligowym żużlem w Lublinie do wiosny 2017. Działacze, zawodnicy i kibice wiedzieli, że o powrocie do pierwszej ligi mowy być nie może, ale 6 września 2015 to dzień katastrofy lubelskiego żużla. Zaorany tor, jeden stary ciągnik udający doprowadzanie go do stanu używalności i w końcu walkower 0:40 dla Polonii Piła – półfinałowego rywala lublinian. Nie sposób zrozumieć włodarzy KMŻ Lublin, którzy (co jest tajemnicą poliszynela) postanowili podjąć próbę przełożenia meczu na termin, kiedy mieliby do dyspozycji Sama Mastersa. Tylko po co? Kompromitacji pewnie i bez Australijczyka by nie było, ale nie byłoby też ogromnego wstydu i złości kibiców. Rewanż w Pile to wygrana Polonii 61:29. Kolejne play-offy w Lublinie  i kolejne nieciekawe wydarzenia wokół niech.  KMŻ Lublin, jakby było mało problemów, otrzymał jeszcze karę finansową za celowe nieprzygotowanie toru. Wkrótce zakończył działalność.

Sezon 2017 – „Awans jest nasz”, ale jeszcze nie w play-offach

Świetny drugoligowy sezon Speed Car Motoru Lublin. Nowy klub, nowi działacze, pełne trybuny. Niewiele jednak brakowało, a kibice Koziołków nie śpiewaliby cytowanego w podtytule hasła. Speed Car Motor zajął po rundzie zasadniczej 2 miejsce, ale na fazę finałową nieco się zatarł. W półfinale trafił na mocną MDM Komputery Ostrovia. Problemem lublinian w tamtym sezonie było to, że nie mogli w każdym meczu skorzystać z Roberta Lamberta, któremu kolidowały terminy spotkań w Polsce i Wielkiej Brytanii. Na najważniejszą część sezonu do klubu ściągnięto Martina Smolińskiego. Niemiec wystąpił tylko w jednym meczu w Ostrowie zdobywając 7 punktów. Mecz ów zakończył się minimalną porażką 44:46. W rewanżu Lublinian uratowali Oskar Bober (13) i Paweł Miesiąc (14+1). Szło jak po grudzie. Speed Car Motor wygrał 47:43 i doczłapał do finału, w którym w dwumeczu musiał uznać wyższość HAWA Start Gniezno 86:93. Potem był już pamiętny baraż ze Stalą Rzeszów i upragniony awans do Nice 1. Ligi Żużlowej, lecz play-offy znowu poturbowały lublinian.

Dziś znów nerwowość przed decydującą częścią rozgrywek wkrada się do głów sympatyków Speed Car Motoru Lublin. Kontuzje Daniele Jeleniewskiego i Emila Peronia, alkoholowa wpadka Oskara Bobera, pierwsze ligowe porażki ze Zdunkiem Wybrzeże Gdańsk i Car Gwarant Startem Gniezno mogą niepokój wzmagać, ale na szczęście to jest sport. Historia historią, statystyki statystykami, a wszystko wyjaśni nam, miejmy nadzieję piękna sportowa rywalizacja.

 

Tekst nadesłany przez Marcina Górecznego. Dziękujemy!

Artykuł jest wyrazem prywatnej opinii autora, redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść tego artykułu, jak również nie był on poddany korekcie.

fot. Piotr Mularczyk (archiwum)