Stanisław Więciorek: Może być to dla nas dobre doświadczenie na przyszły sezon (Wywiad)

Stanisław Więciorek: Może być to dla nas dobre doświadczenie na przyszły sezon (Wywiad)

Sezon 2018 dla rugbystów Budowlanych Lublin zakończył się 21 października po porażce z Lechią Gdańsk. Lublinianie w grupie mistrzowskiej przegrali wszystkie sześć meczów i m.in. o tym rozmawialiśmy z trenerem Stanisławem Więciorkiem. Zapraszamy do lektury!

Anna Sobka – LUBSPORT.PL: Jak Pan podsumuje sezon 2018 w wykonaniu Budowlanych Lublin?

Stanisław Więciorek: Na początku założeniem był awans do finałowej szóstki, czyli do tej strefy, która potem może walczyć o medale. To udało wykonać się bez problemu. Potem przygotowywaliśmy się do tego, żeby powalczyć o czwórkę. Apetyty rosną w miarę jedzenia, ale niestety były to tylko marzenia. Przegraliśmy mecze, które powinniśmy wygrać, bo było nas stać na to. Zwłaszcza spotkania z Orkanem Sochaczew i Lechią Gdańsk. Niedosyt pozostaje i to chyba nawet duży. Inna sprawa, że plany pokrzyżowały nam kontuzje, które przytrafiły się zawodnikom. Z pierwszej piętnastki wypadło nam pięciu podstawowych ludzi. Musieliśmy przez to szukać uzupełnień. Nie ma co ukrywać, że zespół grał poniżej oczekiwań, nie tylko moich, ale i swoich.

O jakich kontuzjach rozmawiamy?

Wojtek Brzezicki złamał powtórnie kość śródstopia. Kuba Kamiński zmaga się ze złamaniem kości strzałkowej. Piotrek Psuj ze złamaniem kości śródstopia. Michał Węzka wrócił po kontuzji, ale narzekał na ból w śródstopiu. Piotr Wiśniewski przed sezonem miał problem z łokciem i grał z kontuzją. W tej chwili leczy się w komorze hiperbarycznej. To są nasi kadrowicze, więc gdyby grali, to nasz potencjał byłby wyższy.

Czy kryzys formy to dobre określenie na te wszystkie przegrane mecze w grupie mistrzowskiej?

Sami zastanawialiśmy się nad tym, bo byliśmy tak samo przygotowani, jak do wiosennych rozgrywek. To chyba sfera mentalna. Coś się w nas zablokowało i pokazało to starcie z Orkanem Sochaczew. Rywale grali bardzo prosto oraz przejrzyście i byli przez nas rozpracowani, a nie realizowaliśmy założeń taktycznych, jak to było zakładane. Dlatego forma fizyczna nie ma tutaj nic do rzeczy. Trochę żalu mogę mieć do starszych zawodników, ponieważ oni z zimną krwią powinni realizować założenia taktyczne. U młodych zawodników pewne wahania mogę zrozumieć. Musimy przeanalizować pewne rzeczy, bo tak być nie może. Ten zespół ciągle ma wielki potencjał. Musimy poszukać wsparcia od innych zawodników i myślę, że wzmocnią nas zawodnicy zza granicy. Musimy zrobić tak, żeby pokazać, że mamy potencjał nie tylko na papierze, ale i na boisku.

A może brak sparingów przed sezonem przyczynił się do takich wyników?

Trudno powiedzieć. Na pewno było to zaburzenie naszego cyklu treningowego. Mieliśmy zakontraktowane dwa sparingi, ale żaden nie doszedł do skutku. Byliśmy za zgrupowaniu we Włoszech i dostaliśmy informację, że nasz mecz został przesunięty z października na wrzesień. Do tego w sierpniu doszło dokończenie kolejki z wiosny. Myślę, jednak, że to nie jest usprawiedliwienie.

W takim razie, z czego jest Pan zadowolony po tym sezonie?

Z tego, że awansowaliśmy do szóstki i że w paru elementach pokazaliśmy się z dobrej strony. Najlepszy mecz, jaki rozegraliśmy to z mistrzem Polski z Łodzi. W pierwszej połowie byliśmy bojaźliwi, dlatego straciliśmy trzy przyłożenia, które były spowodowane naszymi błędami indywidualnymi. Gdybyśmy w tamtym meczu wykorzystali swoje sytuacje, to wynik byłby na styku. Myślę, że gdybyśmy taktycznie w każdym spotkaniu zagrali tak, jak w tym, to nie byłoby problemu z awansem do czwórki.

Jak wyglądało zgranie młodszych zawodników z tymi bardziej doświadczonymi? 

Paru młodych zawodników to także reprezentanci Polski, tylko w swoich kategoriach wiekowych. Jednak przeskok z juniora do seniora to nie jest schodek. Jadąc na zgrupowanie kadry narodowej, taki młody zawodnik jest wkomponowywany w zespół i ma do wykonania dwa, trzy zadania. Wtedy jest łatwiej. W klubie jest inaczej. Oczekiwania były takie, żeby wzięli na siebie niekiedy ciężar gry. Być może było to za wcześnie. Nie posklejało się to wszystko, bo od doskonałych momentów w meczu były bardzo słabe. W ekstraklasie przeciwnik bezlitośnie wykorzystuje takie błędy.

Z rozmowy wywnioskowałam, że nigdzie Pan się nie wybiera?

Nie mam takich planów. Chyba że zarząd orzeknie, że zawiedliśmy, nie awansując do strefy medalowej. Wiem jednak, że nikt nie będzie specjalnie rozdzierał szat. Mamy najmłodszy zespół na ten moment  i wiadomo, że ta forma nie jest jeszcze ustabilizowana. Trzeba do tego podejść ze zrozumieniem i pozwolić wszystkim okrzepnąć, bo może być to dla nas dobre doświadczenie na przyszły sezon.

Według Pana to Budowlani Łódź ponownie będą mistrzem?

Dla polskiego rugby dobrze byłoby, gdyby ktoś złamał hegemonię jednej drużyny. Czasami dobrze jest, jak ktoś inny zostaje mistrzem, a jeszcze ktoś innym wicemistrzem. Tak jest w każdej dyscyplinie.

A czy kadra pochłania w większym stopniu niż praca w klubie?

W reprezentacji jest mniej meczów, a co za tym idzie, inny jest tryb przygotowań. Tydzień zgrupowania zajmuje także praca papierkowa. Więcej pracy na pewno jest w zimie. Jesteśmy bez boiska wtedy, więc musimy wyjeżdżać do innego kraju. Jako trener w klubie skupiam się na swoich zawodnikach, a jako szkoleniowiec kadry oglądam mecze pod kątem innych zawodników i oceniam ich formę czy dyspozycję. W klubie jest to łatwiejsze, bo widzę chłopaków na co dzień. W kadrze więcej czasu spędzam przed ekranem oglądając rugbystów. Praca w kadrze jest na innym poziomie, ale też dlatego, że tam mam formację, którą się zajmuję. Będąc jednak trenerem i tu i tu jest mi łatwiej, ponieważ zbieram doświadczenie, a jak wiadomo, człowiek uczy się całe życie.

fot. Youtube (archiwum)