David Dedek: Kalkulacje i spekulacje zostawiliśmy innym (Wywiad)

David Dedek: Kalkulacje i spekulacje zostawiliśmy innym (Wywiad)

Bez fazy play-off i na osiem kolejek przed końcem rundy zasadniczej, decyzją Zarządu Polskiej Ligi Koszykówki, 17 marca zakończono rozgrywki Energa Basket Ligi w sezonie 2019/2020. Mistrzem Polski został Stelmet Enea BC Zielona Góra, a na drugim miejscu uplasował się Start Lublin. To najlepszy wynik w dziejach lubelskiego klubu. O drodze do historycznego osiągnięcia i kluczowych aspektach dobrych wyników porozmawialiśmy z trenerem czerwono-czarnych Davidem Dedkiem. Zapraszamy do lektury!

Maciej Janowski – LUBSPORT.PL: Wicemistrzostwo Polski to największy sukces w historii klubu, według wielu niespodziewany. Jakie były oczekiwania i plany przed startem sezonu?

David Dedek: Na samym początku chciałbym powiedzieć, że bardzo cieszymy się z tego wyniku. Bilans 17-5 pokazuje, że to nie był przypadek i zespół przez większą cześć sezonu grał na bardzo dobrym poziomie. Pragnę również podkreślić, że ten sukces to efekt długotrwałej pracy prowadzonej przez cały klub z prezesem Arkadiuszem Pelczarem na czele. Od lat pracuje on na to, by koszykówka w Lublinie stała na wysokim poziomie i w tym roku przyniosło to owoce. Jest to historyczne osiągnięcie, nie tylko klubu, ale całej lubelskiej koszykówki, na które pracowało wiele osób. Jedną z nich jest Marek Lembrych (prezes LZKosz – przyp. red.), bez którego to wszystko nie byłoby możliwe. Myślę, że o sukcesie decyduje również szczęście. Niektóre mecze rozstrzygały się przecież jednym rzutem i to szczęście, niezależnie od wykonanej pracy, także jest potrzebne. Co do oczekiwań, co roku otwarcie mówiliśmy, że chcemy walczyć o play-offy, a w tym sezonie zdecydowaliśmy się zrobić inaczej. Uznaliśmy, że nie będziemy rozmawiać o żadnych planach, a skoncentrujemy się na pracy i na każdym pojedynczym spotkaniu. Kalkulacje i spekulacje zostawiliśmy innym.

Jakie czynniki złożyły się na taki wynik?

Poza długofalową pracą ważnym czynnikiem było też to, że zawodnicy, którzy zostali w klubie po poprzednim sezonie, czyli Mateusz Dziemba, Kacper Borowski, Roman Szymański, Bartłomiej Pelczar czy Michael Gospodarek zrobili ogromny postęp. Michael miał niestety problemy zdrowotne, ale pozostali stali się ważnymi elementami w układance zespołu. Kolejnym istotnym czynnikiem było zatrudnienie bardzo dobrych koszykarzy z zagranicy. Zawodnicy stworzyli kolektyw i uzupełniali się nawzajem, a w drużynie panowała świetna atmosfera, która na takim poziomie jest niezbędna do osiągania bardzo dobrych wyników.

Co Pan czuł po decyzji dotyczącej zakończenia sezonu na osiem kolejek przed planowanym terminem?

Jakiekolwiek spekulacje na zasadzie co by było, gdyby, są bezcelowe. Akceptuję zaistniałą sytuacją i po prostu cieszę się z tego, że w takim momencie Start Lublin był na dobrej pozycji.

Czy uważa Pan, że w obliczu aktualnej sytuacji władze Energa Basket Ligi podjęły słuszną decyzję?

Nie mnie jest oceniać właściwość tych ustaleń, choć oczywiście uważam, że zdrowie nas wszystkich jest najważniejsze. Nie oszukujmy się, szansa na wznowienie rozgrywek w obliczu pandemii była znikoma.

Tylko dwa zespoły w lidze: Polski Cukier Toruń i Asseco Arka Gdynia straciły mniej punktów od Startu Lublin. Czy to właśnie dobra gra w obronie była kluczem do sukcesu?

Trudno wyróżnić, który aspekt był ważniejszy. Można oczywiście analizować liczbę straconych i zdobytych punktów. Widoczne statystyki są odzwierciedleniem tego, co działo się na boisku. Jakość obrony i ataku jest uzależniona od indywidualnych umiejętności zawodników i od tego, jak dobrze razem współpracują. Myślę, że to właśnie ta współpraca pomiędzy naszymi graczami dawała jakość zarówno w defensywie, jak i w ofensywie, co w konsekwencji przełożyło się na wyniki oraz statystyki. Moim zdaniem tak zwany “team spirit” i zespołowość były kluczowymi aspektami dobrych wyników.

Drugie miejsce to również najlepszy wynik w Pana karierze, jako pierwszego trenera w Polsce. Do tej pory niejednokrotnie zostawał Pan Mistrzem Polski jako drugi szkoleniowiec. Jaki wpływ na Pańską pracę miały tamte doświadczenia?

Na pewno wiele nauczyłem się podczas tylu lat pracy, poczynając od Anwilu Włocławek, w którym w sezonie 2002/2003 sięgnęliśmy po złoto i graliśmy w pucharach. Ponadto współpraca z Andrejem Urlepem, a potem z Tomasem Pacesasem w Asseco Prokom Gdynia to okres, w którym miałem styczność z koszykówką na najwyższym europejskim poziomie. Z pewnością jest to wielka część doświadczenia, które mogłem przenieść na pracę w Lublinie i które w tym sezonie zaowocowało.

Pańska praca z zespołem nie przeszła bez echa w środowisku koszykarskim, bowiem został Pan wybrany Najlepszym Trenerem Sezonu PLK. Jak Pan czuje  się z tym wyróżnieniem?

Bardzo cieszę się z tego wyróżnienia, ale po raz kolejny muszę podkreślić, że ta nagroda przyznawana jest jednej osobie, a za nią stoi mnóstwo innych ludzi, którym ten zaszczyt również się należy. Mam tu na myśli cały sztab trenerski, czyli moich asystentów: Michała Sikorę i Przemysława Łuszczewskiego, trenera przygotowania fizycznego Jakuba Drozda i fizjoterapeutów: Paweł Pogorzelca oraz Jakuba Majewskiego. To oni codziennie pracowali z zawodnikami, uczyli ich, udoskonalali ich możliwości oraz dbali o ich zdrowie. Do tego doszły analizy meczów. Bez nich i bez ich pracy ten sukces nie byłby możliwy. Dla mnie to oni są bohaterami, dzięki którym zawodnicy mogli wywalczyć srebrny medal.

W kolejnym sezonie poza rywalizacją na krajowym podwórku zagracie również w europejskich pucharach. Czy myślicie już o wyzwaniach, które Was czekają?

Ten sukces na pewno otwiera przed klubem nowe drogi i stawia nowe wyzwania. Na tę chwilę nie chciałbym jednak wychodzić przed szereg, bo w obliczu panującej pandemii nie wiemy, co dokładnie przyniesie przyszłość. Musimy ze swoimi planami poczekać aż ustabilizuje się sytuacja i wtedy będziemy mogli myśleć oraz analizować poszczególne warianty. Teraz każdy z nas powinien zadbać o to, aby wirus nie rozprzestrzeniał się jeszcze bardziej. Korzystając z okazji, na koniec chciałbym jeszcze raz podziękować wszystkim, którzy na ten sukces tak wytrwale pracowali: Prezesom Arkadiuszowi Pelczarowi i Markowi Lembrychowi, Miastu Lublin z Prezydentem Krzysztofem Żukiem na czele, Urzędowi Marszałkowskiemu z Marszałkiem Jarosławem Stawiarskim na czele, sponsorom, którzy umożliwili nam funkcjonowanie na najwyższym poziomie i wreszcie kibicom, którzy wspierali nas oraz sprawili, że czuliśmy się jedną, wielką czerwono-czarną rodziną.

fot. Grzegorz Winnicki