Speed Car Motor Lublin – Betard Sparta Wrocław 42:48 (Rozmowy pomeczowe)

Speed Car Motor Lublin – Betard Sparta Wrocław 42:48 (Rozmowy pomeczowe)

W piątkowy wieczór odbył się rewanżowy mecz pomiędzy drużyną Speed Car Motor lublin a Betard Sparta Wrocław. Koziołki uległy wrocławianom 42:48. O przebiegu tego spotkania porozmawialiśmy z zawodnikami lubelskiej drużyny: Viktorem Trofimovem i Mikkelem Michelsenem oraz reprezentantami drużyny z województwa dolnośląskiego: Maciejem Janowskim i Jakubem Jamrogiem.

Relację z meczu przeczytasz tutaj.

Przemysław Pielecha – LUBSPORT.PL: Ostatnio dużo jeździłeś na lubelskim torze. Czy tym razem był on inny?

Viktor Trofimov (zawodnik Speed Car Motor Lublin): Tor różnił się o 180 stopni. To kolejne spotkanie, gdzie status meczu zagrożonego utrudnia nam walkę o punkty.

Ewidentnie nie jesteś zadowolony ze swojej postawy. W czym tkwi problem? 

We mnie żadnego problemu nie ma. Jestem gotowy tak, jak zawsze. Niestety sprzętowo coś nie gra i nasze przełożenia nie sprawdzają się.

Czy korzystasz ciągle z tych samych silników od początku sezonu?

Tak. W tym meczu startowałem na jednostce, która była wykorzystywana podczas spotkania z MRGARDEN GKM Grudziądz.


Olaf Ziółkowski – LUBSPORT.PL: Za Wami trudne spotkanie. Jak czujesz się po porażce?

Mikkel Michelsen (zawodnik Speed Car Motor Lublin): Jestem bardzo zawiedziony. To zdecydowanie nie był nasz dzień, a ja sam spisałem się bardzo źle. Jeśli chcemy wygrywać mecze, to każdy w zespole musi punktować. Betard Sparta Wrocław po prostu okazał się lepszy. Musimy iść dalej i wygrywać kolejne spotkania.

Co według Ciebie zadecydowało o przegranej? Czy mogła być to zbyt mała ilość treningów na lubelskim torze?
Nie wydaje mi się, że to było decydujące. Nawierzchnia podczas każdych zawodów jest trochę inna i zmienia się zależnie od pogody oraz innych czynników. Oczywiście mieliśmy problemy ze znalezieniem dobrych ustawień, ale tor był równy dla wszystkich i nie można się tym usprawiedliwiać. Łatwo jest wymyślać różne wymówki, a trzeba przyznać, że po prostu byliśmy słabsi.


Przemysław Pielecha – LUBSPORT.PL: Jak oceniasz zawody?

Maciej Janowski (zawodnik Betard Sparta Wrocław): Jestem zadowolony ze swojej postawy. Jechało mi się bardzo dobrze. Wiedzieliśmy, że to będzie bardzo trudne spotkanie. Strata Taia w pierwszym biegu nam nie pomogła. Musieliśmy wspiąć się na wyżyny naszych umiejętności, aby wygrać.

Jak zareagowaliście na stratę Taia Woffindena?

Nie jest to motywująca sprawa, kiedy wypada lider. Było jednak widać, że drużyna potrafi się spiąć i dzięki temu wyjeżdżamy z Lublina z dorobkiem trzech punktów.

Jak bardzo pomógł Wam trener Dariusz Śledź? Zdradził Wam dużo ważnych informacji odnośnie do tego owalu?

Dla naszego trenera był to bardzo trudny dzień. Doradzał nam i było to pomocne. Wydaję mi się, że każdy czuł swój motocykl. Od początku wygrywaliśmy biegi, może nie drużynowo, ale indywidualnie. Później lepiej to wszystko zgrało się i dzięki temu mogliśmy odskoczyć gospodarzom.

Lubelski tor jest po zmianach. Odczułeś to?

Nie jeździłem tutaj na tyle, by stwierdzić jakąś ogromną różnicę. Startowałem na nim dwa, może trzy razy w życiu. Jechało się na nim fajnie. Było trochę walki, więc zawody mogły się podobać.

Gdyby nie zero w Twoim drugim starcie, byłby czysty komplet. Co się stało?

Poszliśmy nie w tę stronę z ustawieniami, ale wiedziałem, że na następny bieg zrobię inne przełożenia i będzie dobrze.

Czy nadal odczuwasz uraz obojczyka?

Tak, nawet, jak nie jeżdżę, dosyć mocno mi on doskwiera. Na szczęście, gdy wsiadam na motor, ból nie jest tak silny.

O atmosferze w Lublinie mówi się, że jest fantastyczna. Daję się to odczuć w porównaniu z innymi klubami?

Niesamowite wrażenie zrobili na nas kibice Motoru, którzy dwie godziny przed zawodami wypełnili prawie cały stadion. Jest to bardzo rzadko spotykane. Panuje tutaj niesamowita atmosfera, której towarzyszy świetne kibicowanie i przede wszystkim wielka kultura. Życzę tego innym żużlowym miastom w Polsce.


Przemysław Pielecha – LUBSPORT.PL: Jak się Pan czuł podczas zawodów na motocyklu?

Jakub Jamróg (zawodnik Betard Sparta Wrocław): Fajnie. Bardzo lubię przyjeżdżać do Lublina. Od zawsze miałem tu dobre występy. Otworzyłem swój “kajecik” z poprzednich lat i widziałem w nim dużo trójek, więc z wielkim optymizmem podchodziłem do tego meczu. Tor został przebudowany i w tym było dużo obaw. Ostatecznie nie było to odczuwalne. Długo zastanawiałem się jak ustawić sprzęt, ale na szczęście zagrało to, co kiedyś. Cieszę się, bo to mój trzeci z rzędu niezły występ. Siedem punktów to mój punkt wyjściowy, który chciałbym osiągać co spotkanie. Szkoda biegu, gdzie zostałem wykluczony. Moim zdaniem to nie ja zawiniłem. Cieszymy się przede wszystkim z tego, że wygraliśmy po stracie naszego lidera.

W tamtym roku został Pan uznany za objawienie sezonu. Początek tego był dla Pana bardzo trudny. Czy Jakub Jamróg wyszedł już na prostą?

Oczywiście, że tak. Nie chcę zapeszać, bo to jest sport i tu wszystko może się wydarzyć. Na szczęście moja głowa uwierzyła, że problem nie był we mnie, tylko w sprawach sprzętowych. Cieszę się, że wróciłem na właściwe tory. Wszystko uspokoiło się i mam nadzieję, że będzie już tylko lepiej.