Speed Car Motor Lublin – truly.work Stal Gorzów 50:40 (Wypowiedzi pomeczowe)

Speed Car Motor Lublin – truly.work Stal Gorzów 50:40 (Wypowiedzi pomeczowe)

W niedzielnym meczu Speed Car Motor Lublin pokonał na stadionie przy Alejach Zygmuntowskich truly.work Stal Gorzów. Wynik 50:40 dał lublinianom nie tylko dwa punkty za zwycięstwo, ale także dodatkowy bonus za lepszy wynik w dwumeczu. Po spotkaniu pełnym emocji swoimi odczuciami podzielili się menadżerowie obydwu drużyn, Jacek Ziółkowski i Stanisław Chomski oraz zawodnik Stali, Krzysztof Kasprzak.

Relację z meczu przeczytasz tutaj.

Jacek Ziółkowski:Miało być 50:40? I jest 50:40! Bardzo dobry i ciekawy mecz, a tor był przygotowany perfekcyjnie. Cała drużyna pojechała świetnie, chociaż kilka punktów oddaliśmy przeciwnikom. Zawodnik obiera takie ścieżki, jakie są najlepsze dla ustawień jego motocykla i niekiedy kibicom może się wydawać, że jedzie źle, ale on inaczej by nie dał rady. Była też wątpliwość co do obsady biegu czternastego. Zdecydowaliśmy się na Wiktora Trofimowa, gdyż był szybki na trasie i była to dobra decyzja. Po emocjonującym spotkaniu udało się zdobyć trzy punkty i teraz jedziemy walczyć do Grudziądza.

Stanisław Chomski:To był widowiskowy mecz, w którym widzieliśmy dużo walki na torze. Tak jak w tym biegu, w którym Bartosz Zmarzlik miał bardzo dużą stratę do lublinian na dwa okrążenia przed końcem wyścigu, a ostatecznie wygrał. Jest to jeden z takich zawodników, który wyciśnie wszystko ze swojego sprzętu i geometrii. Niestety nie wywodzimy żadnych punktów z Lublina, ponieważ zabrakło wsparcia drugiej linii i młodzieży. Zabrakło też Andersa Thomsena, który w tym sezonie jest drugim najskuteczniejszym zawodnikiem w naszym zespole w meczach wyjazdowych. Nie mamy szczęścia w tym roku do zdrowia.

Krzysztof Kasprzak:W kolejnym meczu zabrakło nam kilku punktów do bonusu, ale to już przeszłość i teraz musimy zrobić wszystko, by wygrać następny mecz u siebie. W Lublinie jest ciężki tor, długi i wąski. Kiedy rywal ucieknie do przodu, to ciężko jest go dogonić, tym bardziej że tym razem tor był mocno ubity.

fot. Robert Romaniuk (archiwum)