Czesław Michniewicz po raz pierwszy tak szeroko wrócił do wydarzeń związanych z mistrzostwami świata w Katarze. W długim wywiadzie udzielonym Grzegorzowi Krychowiakowi były selekcjoner reprezentacji Polski odsłonił kulisy afery premiowej, relacji z PZPN-em oraz rozmowy z Mateuszem Morawieckim, która – jak przyznał – miała dla niego ogromne znaczenie.
Michniewicz: „Cele zostały zrealizowane, a ja zapłaciłem cenę”
Michniewicz objął reprezentację Polski w jednym z najtrudniejszych momentów – tuż przed barażami o mundial. Awans do Kataru, a następnie wyjście z grupy kosztem Meksyku i Arabii Saudyjskiej było pierwszym takim sukcesem kadry od ponad 20 lat. Mimo to szkoleniowiec szybko znalazł się pod ostrzałem krytyki.
– Wyniki nie wskazywały, żebym powinien stracić pracę. O stylu zawsze można dyskutować, ale styl analizują zwykle przegrani. My nie byliśmy przegrani – podkreślał Michniewicz, odnosząc się do decyzji o nieprzedłużeniu kontraktu.
Zdaniem byłego selekcjonera kluczowym czynnikiem okazała się tzw. afera premiowa, która całkowicie zdominowała przekaz medialny wokół reprezentacji.
Michniewicz o premii, której „nikt nie chciał”
Jak zaznaczył Michniewicz, ani sztab, ani piłkarze nie zabiegali o rządową premię za wyjście z grupy.
– Nie prosiliśmy o te pieniądze. Zrobiono z tego główny temat mundialu, a nikt nie chciał rozmawiać o piłce, meczach i realiach sportowych – mówił.
Były selekcjoner opisał również, jak chaotycznie wyglądał sam proces ustalania kwoty.
– Premier chodził między stolikami, a suma zaczęła rosnąć. Nam przekazano jedną kwotę, żadna inna nigdy nie padła – wspominał.
Telefon od Morawieckiego: „Przepraszam”
Najbardziej zaskakującym wątkiem wywiadu okazało się jednak wyznanie dotyczące rozmowy z Mateuszem Morawieckim po rozstaniu z reprezentacją.
– Premier zadzwonił, żeby podziękować i przeprosić. Przyznał, że całe zamieszanie z premią wpłynęło negatywnie na moją sytuację i że jego zdaniem nie powinienem stracić pracy – ujawnił Michniewicz.

Jak dodał, rozmowa była dla niego ważna i ludzka, choć przyszła już po fakcie.
Kulisy szatni po meczu z Argentyną
Michniewicz wrócił także do pamiętnego spotkania z Argentyną, które mimo porażki dało Polsce awans do 1/8 finału.
– Do szatni wszedł prezes Cezary Kulesza, bardzo zadowolony, i zapytał: „Kto wygrał mecz?”. A Kamil Grosicki odpowiedział: „Argentyna” – relacjonował były selekcjoner, pokazując absurdalność całej sytuacji i brak wyczucia prezesa PZPN.
Michniewicz mógł objąć Kamerun
Po odejściu z kadry Michniewicz pracował krótko w saudyjskim Abha FC, ale – jak ujawnił – był o krok od objęcia reprezentacji Kamerunu.
– Wszystko było ustalone, zabrakło tylko jednego podpisu. Ktoś miał jednak lepsze dojście i temat upadł – zdradził.
Co ciekawe, w roli asystenta widział wówczas… Grzegorza Krychowiaka, a także Piotra Świerczewskiego. Finalnie zamiast Michniewicza w reprezentacji „Nieposkromionych Lwów” zatrudniono jednak Marca Brysa.

