Fatalne wieści napłynęły po zawodach eliminacyjnych do Srebrnego Kasku w Rybniku. Damian Ratajczak doznał poważnej kontuzji po upadku w trakcie jednego z wyścigów. Diagnoza okazała się znacznie gorsza, niż początkowo przypuszczano.
Groźny upadek Ratajczaka i dramatyczne sceny
Zawodnik Stelmetu Falubazu Zielona Góra bardzo dobrze rozpoczął zawody, zdobywając pięć punktów w dwóch pierwszych startach. Niestety w dziewiątym biegu dnia doszło do groźnego upadku.
Na tor natychmiast wjechała karetka, a służby medyczne unieruchomiły nogę zawodnika i przetransportowały go do szpitala. Już wtedy było jasne, że uraz jest poważny.
Złamanie uda i uszkodzony bark Ratajczaka
Początkowo podejrzewano złamanie kości piszczelowej, jednak szczegółowe badania wykazały znacznie poważniejsze obrażenia. Ratajczak doznał złamania uda oraz urazu barku.
– Damian Ratajczak doznał złamania lewego uda. To uraz, który wymaga operacji – przekazał Adam Goliński, prezes Falubazu, w rozmowie z mediami.
Zawodnik najprawdopodobniej przejdzie zabieg w Koninie, gdzie pozostaje pod opieką zaufanych lekarzy.
Kiedy powrót Ratajczaka na tor?
Na ten moment trudno określić, jak długo potrwa przerwa Ratajczaka. Wiadomo jednak, że nie będzie to krótka absencja. Mimo to w klubie panuje umiarkowany optymizm.
Działacze Falubazu wierzą, że zawodnik zdoła wrócić jeszcze w tym sezonie. Kluczowe będzie jednak powodzenie operacji oraz przebieg rehabilitacji.
Problemy Falubazu narastają
Kontuzja Ratajczaka to kolejny cios dla zielonogórskiej drużyny. Wcześniej z powodu urazu wypadł Leon Madsen, który dopiero wraca do ścigania.
Przed Falubazem Zielona Góra bardzo ważne spotkanie z GKM-em Grudziądz. Bez jednego z kluczowych zawodników może to być starcie o ogromnym znaczeniu dla walki o fazę play-off. Z drugiej strony – najprawdopodobniej do dyspozycji będzie już Leon Madsen, nieobecny w inauguracyjnym meczu ze Spartą Wrocław.
Każdy kolejny punkt może mieć kluczowe znaczenie dla losów sezonu. Falubaz wszedł w sezon beznadziejnie i zajmuje ostatnie miejsce w tabeli, ale porażkę we Wrocławiu można traktować jako wkalkulowaną. W domowym meczu z Grudziądzem miejsca na wpadkę nie ma.
