W świecie zawodowego tenisa wybuchł poważny konflikt dotyczący podziału pieniędzy z turniejów wielkoszlemowych. Najgłośniej wypowiedziała się Aryna Sabalenka, która otwarcie przyznała, że zawodnicy mogą w przyszłości zdecydować się nawet na bojkot turniejów Wielkiego Szlema.
Temat pojawił się po ogłoszeniu puli nagród na tegorocznym Roland Garros. Czołowi tenisiści i tenisistki uważają, że mimo wzrostu przychodów turniejów, udział zawodników w zyskach pozostaje zbyt niski. Drogą negocjacji w tej sprawie chce iść Iga Świątek.
Sabalenka mówi wprost o bojkocie
Liderka rankingu WTA nie ukrywa frustracji. Podczas konferencji prasowej w Rzymie Sabalenka stwierdziła, że gracze zasługują na większy procent przychodów generowanych przez turnieje.
Białorusinka podkreśliła, że to właśnie zawodnicy tworzą widowisko i przyciągają kibiców, dlatego obecny podział pieniędzy uważa za niesprawiedliwy. Poszła nawet krok dalej, sugerując, że bojkot może być jedynym skutecznym sposobem walki o prawa tenisistów.
Według wyliczeń cytowanych przez media udział zawodników w przychodach Roland Garros ma wynosić mniej niż 15 procent, podczas gdy w turniejach ATP i WTA 1000 wskaźnik ten jest znacznie wyższy.
Świątek tonuje nastroje
Nieco inaczej do sprawy podchodzi Iga Świątek. Polska tenisistka również popiera rozmowy dotyczące większych wpływów dla zawodników, ale nie jest zwolenniczką radykalnych działań.
Świątek podkreśliła, że najważniejszy jest dialog z organizatorami turniejów i federacjami. Jej zdaniem potrzebne są spotkania oraz negocjacje, które pozwolą wypracować kompromis bez eskalowania konfliktu.
Polka wyraziła nadzieję, że jeszcze przed rozpoczęciem Roland Garros uda się zorganizować rozmowy między zawodnikami a władzami tenisa.
Nie tylko Sabalenka i Świątek
Co ważne, problem nie dotyczy wyłącznie Sabalenki i Świątek. W akcję zaangażowali się także m.in. Jannik Sinner, Coco Gauff czy Elena Rybakina. Największe gwiazdy podpisały wspólne stanowisko, w którym wyraziły „głębokie rozczarowanie” obecnym systemem podziału pieniędzy.
Wszystko wskazuje na to, że temat będzie wracał w najbliższych tygodniach coraz częściej. A jeśli rozmowy nie przyniosą efektów, napięcie między zawodnikami a organizatorami największych turniejów może jeszcze mocniej wzrosnąć.
