Motor Lublin pożegnał się z Pucharem Polski po serii rzutów karnych z Rakowem Częstochowa. Gospodarze mieli w 1/16 finału wiele klarownych sytuacji i powinni rozstrzygnąć mecz w doliczonym czasie gry. Zamiast tego czerwoną kartkę zobaczył Bartosz Bereszyński, Raków wyrównał, a lepszy w karnych był zespół Dawida Szwargi.
Bereszyński: dało się tego uniknąć
Obrońca Motoru po meczu nie szukał usprawiedliwień. „Dało się tego uniknąć i wcześniej zakończyć spotkanie. Mieliśmy kilka piłek na zamknięcie meczu. Tym bardziej to boli. Czerwona kartka? To mój błąd, bo nie powinienem dopuszczać do takich sytuacji”, mówił przed kamerami TVP Sport.
Czerwona kartka zapadła w doliczonym czasie gry, czyli w momencie, w którym Motor był o krok od awansu.
Misiura: widzę progres
Trener Mariusz Misiura bronił zawodnika i całej drużyny. „Nie pozwolę, żebyśmy na podstawie tego spotkania dorabiali historię, że nasza drużyna była słaba albo że nie zrobiła wystarczająco dużo, żeby wygrać. Ja widzę progres. Widzę pracę wykonywaną przez zawodników i to, jak ten zespół się rozwija. I właśnie na tym chcę się koncentrować”, powiedział szkoleniowiec, cytowany przez TVP Sport.
Przed spotkaniem opisywaliśmy, o której i gdzie oglądać mecz, w tekście: Motor Lublin – Raków Częstochowa: kiedy mecz? Godzina i transmisja w Pucharze Polski.
Co to oznacza dla Motoru?
Odpadnięcie po meczu, w którym zespół miał kontrolę, boli bardziej niż porażka w równym spotkaniu. Słowa Bereszyńskiego pokazują, że zawodnik bierze odpowiedzialność, a Misiura stawia na ciągłość pracy zamiast szukania winnych. Dla Motoru pozostają teraz rozgrywki ligowe.
