Ćwierćfinał Ligi Europejskiej EHF nie dla MKS-u Perła Lublin

Piłkarki ręczne MKS-u Perła Lublin odpadły z dalszej rywalizacji w rozgrywkach Ligi Europejskiej EHF. Po wysokim zwycięstwie nad Kastamonu Beledyiesi GSK (35:26) w niedzielę podopieczne Kima Rasmussena uległy rosyjskiej drużynie Handball Club Lada (24:30).

WIARA W SIEBIE

– Jesteśmy bardzo pozytywnie nastawione i pełne optymizmu. Nasza gra w europejskich pucharach wygląda naprawdę dobrze. Nie podchodzimy jednak do tego meczu jak do spotkania o wszystko. Dla nas każde starcie jest równie ważne – mówiła przed meczem z Kastamonu Beledyiesi GSK skrzydłowa MKS-u Perła Lublin, Dagmara Nocuń.

– Zależymy tylko od siebie, wszystko jest w naszych rękach. To będzie bardzo wyrównany mecz. Kastamonu w ostatnich spotkaniach grało coraz lepiej, widać, że ich najważniejsze zawodniczki, jak Amanda Kurtović, czy Nina Zulic odnalazły swój rytm. To zespół, który ma spore doświadczenie międzynarodowe, więc musimy zrobić wszystko, by wywrzeć na nich presję – tłumaczył Kim Rasmussen.

DOMINACJA OD POCZĄTKU

Lubelskie szczypiornistki potwierdziły swoją wyższość nad rywalem z Turcji już w premierowych fragmentach poniedziałkowego spotkania. Jako pierwsza do bramki trafiła Joanna Szarawaga. W 12. minucie MKS Perła prowadził już różnicą pięciu oczek (8:3). Na przerwę oba zespoły schodziły przy wyniku 18:9.

NIE ODPUŚCIŁY

Drugą odsłonę lublinianki rozpoczęły równie dobrze, co pierwszą. W 36. minucie gry – po trafieniu Aleksandry Rosiak – przewaga gospodyń wynosiła już dziesięć goli (21:11). Ostatecznie zawodniczki Kima Rasmussena zwyciężyły 35:26. Najwięcej bramek dla zespołu z Koziego Grodu (siedem) rzuciła Marta Gęga.

MECZ Z KIBICAMI

Wysokie zwycięstwo nad Kastamonu Beledyiesi GSK wlało sporo nadziei w serca fanów MKS-u Perła Lublin. Fanów, którzy od dłuższego czasu nie mogą oglądać popisów swoich ulubienic z wysokości trybun. Takiego problemu nie mają kibice Handball Club Lada, z którym lublinianki zmierzyły się w niedzielę.

– Za nami długa podróż, ale czujemy się dobrze. Jesteśmy pewne, że to nie będzie łatwe spotkanie, tym bardziej że gramy na parkiecie rywala. Cieszymy się jednak, że na trybunach będą kibice, bo zawsze dodaje te pewnego rodzaju magii. Właśnie naszych fanów brakuje nam najbardziej w Lublinie – mówiła przed spotkaniem kołowa MKS-u, Andrijana Tatar.

– Punkty zdobyte w tym starciu dadzą miejsce w ćwierćfinale. Jesteśmy niezwykle zmotywowani. Dodatkowo bardzo podbudował nas wynik meczu z Kastamonu. Wierzymy w siebie i w zwycięstwo – zapowiadała druga trenerka lubelskiego zespołu, Monika Marzec.

DOBRE ZŁEGO POCZĄTKI

Po niespełna trzech minutach niedzielnego starcia ekipa z Koziego Grodu wyszła na prowadzenie 3:1. Rosjankom szybko udało się jednak doprowadzić do remisu 4:4, by po chwili uzyskać jedno oczko zapasu. Gdy przewaga gospodyń wynosiła już trzy trafienia Kim Rasmussen poprosił o czas. Gdy kontaktową bramkę zdobyła Joanna Szarawaga wydawało się, że lublinianki wracają do swojej dobrej gry z początku meczu, lecz końcówka premierowej odsłony ponownie należała do rywala. Do przerwy na tablicy wyników widniał rezultat 17:13 dla Rosjanek.

TA OSTATNIA POŁOWA

Obraz gry nie zmienił się w drugiej połowie spotkania. Co prawda w 47. minucie gospodynie prowadziły już tylko 23:21, a chwilę później 23:22, jednak to one zachowały więcej zimnej krwi w końcowych fragmentach meczu. Handball Club Lada wygrał ostatecznie 30:24 i to zespół z Rosji zapewnił sobie awans do ćwierćfinału Ligi Europejskiej EHF.

– Gratuluję rywalkom. Grały z dobrą energią i siłą, sprawiając nam sporo problemów. Popełniliśmy zbyt wiele drobnych błędów i za każdym razem przeciwniczki zdobywały nad nami przewagę. W pierwszej połowie dwukrotnie poprosiłem o czas, bo nie mogliśmy zatrzymać przeciwnika, szczególnie obrotowej, która stwarzała naszej defensywie zbyt wiele problemów. Nie graliśmy z taką szybkością, jak byśmy chcieli. Starałem się zatrzymać rywalki, wybić je trochę z rytmu, by przekonać się, czy po pierwszej połowie możemy pozostać w grze o zwycięstwo. Udało nam się to. Walczyliśmy do końca, ale to było za mało. O wyniku zdecydowały błędy, dwuminutowe wykluczenia. Dziś Lada była lepsza i zasłużyła na wygraną – podsumowuje Kim Rasmussen.

– Po pierwsze gratuluję ekipie z Togliatti. Próbowałyśmy, bo bardzo chciałyśmy postawić kolejny krok, jakim byłby awans do ćwierćfinału Ligi Europejskiej. Nie udało się jednak. Będziemy dalej walczyć w polskiej lidze – mówi zawodniczka lubelskiego zespołu, Andrijana Tatar.

MKS Perła Lublin – Kastamonu Beledyiesi GSK 35:26 (18:9)

MKS Perła: Razum, Gawlik, Wdowiak – Gęga 7, Nocuń 6, Szarawaga 5, Anastacio 5, Rosiak 4, Nosek 3, Malović 2, Tatar 2, Balsam 1, Gadzina, Olek, Więckowska.
Kary: 10 minut.

Kastamonu: Durdu, Pandzic – Kurtović 7, Ikhneva 4, Aydin 4, Kovarova 4, Zulic 2, Kojic 2, Turkoglu 2, Yilmaz 1, Coskun, Vetkova, Sarikaya, Eriksson.
Kary: 6 minut.

Sędziowali: Ruslan Loshak, Artem Shajbakov (Ukraina).


Handball Club Lada – MKS Perła Lublin 30:24 (17:13)

Lada: Lagina, Dereven – Kirdiasheva 8, Formina 5, Nikitina 4, Shamanouskaya 4, Barynina 2, Ganicheva 1, Arishina 1, Dereven.
Kary: 8 minut.

MKS Perła: Razum, Gawlik – Nosek 6, Gęga 5, Anastacio 4, Szarawaga 4, Królikowska 3, Malović 2, Rosiak, Vinyukova, Tatar, Nocuń.
Kary: 6 minut.

Sędziowali: Emil Aghakishi, Ernest Aghakishi (Azerbejdżan).


Ciekawą ofertę na mecze piłki ręcznej przedstawiają bukmacherzy. Superbet bonus na start – 550 zł na wyciągnięcie ręki.

fot. MKS Perła Lublin (archiwum)

0 0 vote
Article Rating