Jan Bednarek został antybohaterem rewanżowego meczu ćwierćfinału Ligi Europy UEFA. Obrońca już w 8. minucie obejrzał czerwoną kartkę, a jego drużyna – FC Porto – przegrała z Nottingham Forest 0:1 i pożegnała się z rozgrywkami.
Fatalny początek i czerwona kartka Bednarka
Spotkanie zaczęło się od ogromnych emocji, ale szybko przybrało dramatyczny obrót dla Porto. Już w 8. minucie Jan Bednarek brutalnie zaatakował kolano Chrisa Wooda. Po analizie VAR sędzia nie miał wątpliwości i wyrzucił Polaka z boiska.
To zdarzenie całkowicie zmieniło przebieg meczu. Grające w osłabieniu Porto musiało przejść do defensywy, co szybko wykorzystali gospodarze.
Szybki gol i kontrola Nottingham
Kilka minut po czerwonej kartce Nottingham objęło prowadzenie. Po błędzie w rozegraniu piłkę przejął Morgan Gibbs-White i oddał strzał, który po rykoszecie zmylił bramkarza Porto.
Gospodarze mieli kolejne okazje, ale brakowało im skuteczności. Mimo przewagi i licznych sytuacji nie potrafili podwyższyć wyniku przed przerwą.
/https%3A%2F%2Fmedia.lubsport.pl%2Fmain%2F2026%2F04%2Fimago1076178756.jpg)
Porto walczyło mimo osłabienia
Po zmianie stron FC Porto próbowało wrócić do gry. Mimo gry w dziesiątkę potrafiło stworzyć groźne sytuacje.
Najbliżej wyrównania było po strzale Williama Gomesa oraz uderzeniu Alana Vareli, jednak w obu przypadkach piłka trafiała w poprzeczkę.
Nottingham również miało swoje okazje, ale podobnie jak rywale – brakowało mu skuteczności. Ostatecznie jednak jednobramkowe prowadzenie wystarczyło do awansu.
Dla Porto to bolesna porażka, zwłaszcza że w pierwszym meczu drużyna stworzyła wiele sytuacji, których nie potrafiła wykorzystać.
Bednarek bohaterem negatywnym
Czerwona kartka Jana Bednarka okazała się kluczowym momentem całego spotkania. W znacznym stopniu przyczyniła się do odpadnięcia Porto z Ligi Europy.
Dla polskiego obrońcy to bardzo trudny wieczór, który może długo ciążyć na jego ocenie w oczach kibiców i ekspertów. Porto pozostaje w grze o krajowe trofea, ale z Europą już się pożegnało. Warto nadmienić, że Jakub Kiwior pojawił się na boisku w 46. minucie, a Oskar Pietuszewski nie był nawet zgłoszony do rozgrywek.
