Bartosz Zmarzlik triumfował w Grand Prix Polski we Wrocławiu, odnosząc swoje 30. zwycięstwo w karierze w cyklu Speedway Grand Prix. Turniej przejdzie jednak do historii nie tylko ze względu na sukces sześciokrotnego mistrza świata, ale również z powodu ogromnych problemów pogodowych, które opóźniły rozpoczęcie zawodów o blisko trzy godziny.
Wielka woda we Wrocławiu
Jeszcze długo przed pierwszym biegiem Stadion Olimpijski zmagał się z prawdziwym pogodowym armagedonem. Ulewne opady doprowadziły do zalania parku maszyn, konieczna była interwencja straży pożarnej, a organizatorzy wraz z dyrektorem cyklu Philem Morrisem prowadzili gorączkową walkę o uratowanie zawodów. Nie brakowało również dyskusji z zawodnikami, którzy zastanawiali się, czy rozegranie turnieju tego samego dnia ma w ogóle sens.
Kiedy wydawało się, że wszystko jest gotowe do startu, pojawił się kolejny problem. Na stadionie doszło do awarii zasilania i przez moment rozważano rozpoczęcie zawodów na zieloną flagę. Ostatecznie usterkę udało się usunąć i jubileuszowa, 300. runda Grand Prix mogła ruszyć.
Tor gotowy, można jechać
Mimo ogromnej ilości wody, jaka spadła na tor, nawierzchnia przygotowana przez organizatorów spisywała się bardzo dobrze. Zawodnicy chwalili warunki, a kibice mogli oglądać emocjonujące ściganie z licznymi manewrami wyprzedzania.
Od początku turnieju dobrze prezentowali się Polacy. Bartosz Zmarzlik i Maciej Janowski już w pierwszej serii pokazali skuteczne ataki na trasie. Nie brakowało również dramatycznych momentów. W siódmym biegu doszło do groźnie wyglądającego upadku Jasona Doyle’a i Jacka Holdera. Obaj Australijczycy opuścili stadion w karetkach. Kacper Woryna, który również uczestniczył w zdarzeniu, uniknął poważniejszych obrażeń.
/https%3A%2F%2Fmedia.lubsport.pl%2Fmain%2F2026%2F06%2Fimago1078696382.jpg)
Kurtz i Zmarzlik z bezpośrednim awansem
W kolejnych seriach rywalizacja nabierała tempa. Świetnie prezentowali się Brady Kurtz, Robert Lambert, Michael Jepsen Jensen czy Anders Thomsen. Zmarzlik nie ustrzegł się błędów i momentami jego sytuacja w walce o bezpośredni awans do finału wydawała się skomplikowana. Ostatecznie jednak mistrz świata wykorzystał potknięcia rywali i zakończył rundę zasadniczą w czołowej dwójce. Fazę zasadniczą wygrał Kurtz.
Do półfinałów awansowali także Patryk Dudek i Maciej Janowski, jednak obaj zakończyli udział w zawodach na tym etapie. Szczególnie rozczarowany mógł być Janowski, który na swoim domowym torze nie potrafił nawiązać walki o miejsce w wielkim finale.
Zmarzlik najlepszy w finale
Decydujący wyścig rozpoczął się tuż przed północą. Zmarzlik znakomicie wykorzystał atut czwartego pola startowego. Polak perfekcyjnie rozegrał pierwszy łuk, następnie skutecznie zamknął Brady’ego Kurtza i błyskawicznie odjechał rywalom. Australijczyk próbował jeszcze gonić lidera, ale popełnił błąd, co wykorzystali Robert Lambert i Michael Jepsen Jensen.
Na mecie jako pierwszy zameldował się Zmarzlik, odnosząc pierwsze zwycięstwo w Grand Prix od ponad roku. Drugie miejsce zajął Lambert, trzeci był Jepsen Jensen, a poza podium znalazł się dotychczasowy lider klasyfikacji generalnej Brady Kurtz.
Dzięki triumfowi we Wrocławiu Bartosz Zmarzlik wrócił na prowadzenie w cyklu Speedway Grand Prix 2026 na półmetku rywalizacji o tytuł indywidualnego mistrza świata.
